OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| FELIETON |  |
|_#60  ZA

 

 

Architekt czyli świnka morska
/// arch. Piotr M. Glegoła, architekt IARP /// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Brak postrzegania naszej profesji w sposób taki, jaki byśmy chcieli, trwa i nie zapowiada się póki co żadna zmiana. Mam oczywiście na myśli zrozumienie kim my, architekci, jesteśmy i czym się zajmujemy. Patrząc na obecny stan tego postrzegania, chciałoby się zawołać za Bobem Marleyem – Czytelniku! „Get up, stand up: stand up for your rights! Get up, stand up: don't give up the fight!”.
       
Architekt czyli świnka morska
       
       

Skromnie zauważę, że sam już zdążyłem osiwieć, próbując wyjaśnić problem zrozumienia wizerunku architekta w Polsce – że tylko przypomnę – właśnie w marcu minie 6 lat, jak zastanawiam się nad tym problemem na łamach Z:A. Ostatnio olśniło mnie, że najciemniej jest prawdopodobnie „pod latarnią”. Otóż doszedłem do wniosku, że wielu działań, które mają miejsce od lat, nie można wyjaśnić inaczej jak tylko świadomym ukrywaniem naszej profesji. Podejrzewam (chociaż tego pewien nie jestem), że to dlatego abyśmy nie zdominowali wszystkiego – nie bójmy się tego nazwać po imieniu – z racji naszych licznych zalet i umiejętności. Jest to oczywiście hipoteza. Natomiast co dokładnie znaczy „zdominowanie wszystkiego”, nie mogę powiedzieć, bo to ściśle tajne.

Jednakże proszę zauważyć, jak wiele zostało zrobione, aby nas ukryć czy wręcz zamaskować naszą profesję. Bo czy nie uważacie, że nawet nasz tytuł zawodowy (magister inżynier architekt) jest tak skonstruowany, aby wszystkich zmylić? Wszakże „magister” może przeciętnemu zjadaczowi chleba kojarzyć się albo z panią lub panem w aptece, albo/i z nieśmiertelnym dowcipem rysunkowym Andrzeja Mleczki („mów mi Megi”). Również „inżynier” przecież nas ogranicza z definicji, bo tylko do wiedzy technicznej, kojarząc nas tym sposobem np. z samolotem FlyEye, z przezroczystym koreańskim czołgiem czy z „inżynierami z Petrobudowy” („Kładziemy lachę, niech brzękną szkła / Budowniczowie na 102”). Albo pomysł (sam czytałem – tak powiedział niedawno wysoki urzędnik ministerstwa), aby połączyć PIIB i IARP w jedną izbę? To zapewne z powodu posiadania tego samego tytułu, co inżynierowie lądowi. Owszem, za jakieś 150 lat być może – Czytelniku, wybacz mi proszę kolokwializm: „gdy zejdziemy już z drzew” – ale teraz? Jeśli ktoś nie rozumie różnicy, to niech spróbuje inżynierów budownictwa lądowego połączyć np. z inżynierami technologii żywności. Wszakże też trójczłonowy tytuł i zawiera w treści „inżynier”... i co?

 

Hmm... osiem ministerstw w 16 lat? Nieźle pomyślane – co? Zanim ktokolwiek skojarzy co mamy wspólnego z „infrastrukturą”, „transportem” albo „morzem”, to my „hop” i jesteśmy np. w „rozwoju”... Nic dziwnego, że w takiej sytuacji nikt nie rozumie, czym zajmuje się architekt...

 

No i to odwieczne bzdurne wartościowanie czy architekt to bardziej „artysta” czy „inżynier”? Przecież „architekt” jest zupełnie odrębnym zawodem, którego wartościowanie w ten sposób jest – delikatnie mówiąc, bo Z:A to poważne pismo – bez sensu.

Czy zatem nasz tytuł zawodowy nie jest przypadkiem „piątą kolumną” i nie brzmi aby jak w dowcipie o „śwince morskiej”, o której wiadomo, że ze schabowym ma niewiele wspólnego (no chyba, że w Peru), a z morzem to już kompletnie nic, zaś woda wręcz jej szkodzi. No właśnie – à propos morza...

Następnym sposobem, aby nas zamaskować, jest ukrywanie nas „na chwilę” w przeróżnych Ministerstwach, których nazwa nie kojarzy się obywatelowi z architekturą. Zawdzięczamy to wszystkim byłym i współczesnym politykom, a jak się okazuje włożono w to wiele wysiłku i czasu. Z racji na długą tradycję w tym procederze oraz przez szczupłość miejsca, ograniczę się tylko do czasów, kiedy istniała IARP, czyli do ostatnich 16 lat.

Zatem rok 2002, kiedy powstała Izba, zastał nas, architektów w Ministerstwie Infrastruktury (na marginesie: czy tylko dla mnie „infrastruktura” brzmi jak obudowa drogi czy instalacji?). Nie trwało to jednak długo, bo w 2005 r. MI zlikwidowano i przeniesiono nas, architektów, do nowopowstałego Ministerstwa Transportu i Budownictwa. Pobyt w MTiB zajął nam tylko rok, ponieważ już w 2006 r. zlikwidowano je i zamieniono na Ministerstwo Budownictwa. Niestety w kolejnym roku koncepcja naszej resortowej przynależności znowu uległa zmianie i w ten sposób w roku 2007, po likwidacji MB, znowu znaleźliśmy się w ponownie powołanym Ministerstwie Infrastruktury, chociaż zupełnie już innym. Tutaj, jako potencjalna „obudowa dróg i instalacji”, byliśmy rekordowo długo – aż cztery lata, ale ponieważ w 2011 r. ministerstwo zlikwidowano, nas architektów umieszczono w nowopowstałym Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej (no proszę... czyli jakoś bliżej świnki „morskiej”?). Zaledwie dwa lata później (bo w roku 2013) MTBiGW zlikwidowano i umiejscowiono nas w świeżo powołanym Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju (MIiR). Po czym wystarczyły kolejne dwa krótkie lata i w roku 2015, po likwidacji MIiR, znaleźliśmy się w lśniącym nowością Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa.

Kiedy w listopadzie 2017 r. powstał Narodowy Instytut Architektury i Dziedzictwa Narodowego przy – uwaga (!) – Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, już myślałem, że umieszczą nas jednak przy kulturze... Ale nie – właśnie przed chwilą (tj. w styczniu 2018 r.) MIiR przekształciło się w następną wersję urzędu „jeszcze lepszego od poprzednich” – Ministerstwo Infrastruktury, a nas architektów tego samego dnia przeniesiono do... Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

Hmm... osiem ministerstw w 16 lat? Nieźle pomyślane – co? Zanim ktokolwiek skojarzy, co mamy wspólnego z „infrastrukturą”, „transportem” albo „morzem”, to my „hop” i jesteśmy np. w „rozwoju”... Nic dziwnego, że w takiej sytuacji nikt nie rozumie, czym zajmuje się architekt...
Na szczęście niezależnie czy komuś się to podoba czy nie, oraz czy ktoś to rozumie czy nie – architekt zajmował się, zajmuje się i będzie zajmował się cultus agri... Niezależnie od tytułu i od ministerstwa, do którego jest przypisany lub będzie. Tak po prostu jest w cywilizowanym świecie. Chyba, że...

PS
Inspiracją do napisania niniejszego felietonu jest fakt opublikowania we Francji w styczniu 2018 r. książki Profession Architecte (Zawód Architekt) pod redakcją Isabelle Chesneau. Na 556 stronach tej pozycji 35 uznanych autorytetów wypowiada się, kim jest we Francji architekt. Książkę tę można nabyć m.in. w paryskiej księgarni architektonicznej na terenie „Miasta Architektury i Dziedzictwa Narodowego”. Wystawy organizowane w obiekcie o powierzchni 22 tys. m2 w 2012 roku odwiedziło ponad 500 tys. osób.
 Koniec artykułu

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Polecamy lekturę Z:A_#60
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Młodzi architekci
w Europie: kondycja
i przyszłość zawodu

arch. Jola Starzak,
arch. Dawid Strębicki, architekci IARP

DOŚWIADCZENIA
Obszar Oddziaływania Obiektu / refleksje przed godziną „zero”
arch. Piotr Gadomski, architekt IARP
PRAWO
Konkursy: ziemia obiecana czy droga donikąd?
arch. Krzysztof A. Nowak

IZBA ARCHITEKTÓW
Sztuka aikido
arch. Wojciech Gwizdak, architekt IARP
FELIETON
Anioł najbardziej przykuwa moją uwagę / czyli polski gust architektoniczny...
autor: Błażej Prośniewski, redakcja: Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.