OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 15 000 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| ARCH_I_KULTURA |  |
|_#59  ZA

 

 

Architektów pasje w kulturze
/// arch. Beata Stobiecka /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Nie dla każdego architekta projektowanie staje się pasją wystarczającą do wypełnienia całego życia. Niektórzy chcą robić coś jeszcze, inaczej udusiliby się – tak można w skrócie podsumować działania tych, którzy tworzą w innych, mniej lub bardziej pokrewnych dziedzinach kultury. Mogą to robić dla rozrywki, fantazji, samorealizacji, biznesu, a nawet sławy – motywacje są różne, ale efekty z reguły znakomite.

       
Architektów pasje w kulturze
       
       

Jest kilka powodów częstego działania twórczego architektów na innych polach niż stricte architektoniczne. Najważniejszy jest taki, że mogą robić dużo różnych ciekawych rzeczy, bo są do tego predysponowani z racji wybrania i ukończenia bardzo interdyscyplinarnych studiów. Istotne są też cechy, które architekci nabywają po studiach, w trakcie praktyki projektowej. Muszą stawiać czoła wyzwaniom, umieć rozwiązywać skomplikowane problemy, często dość abstrakcyjne, porozumiewać się z ludźmi, być odpowiedzialni. To powoduje, że według niektórych opinii (najczęściej samych architektów) są inteligentniejsi, zdolniejsi, bardziej wrażliwi i bardziej ciekawi świata od innych grup zawodowych. Takie cechy i umiejętności popychają więc niektórych w inne rejony kultury. Kolejnym powodem może być próba zrealizowania swoich marzeń, zamiłowań, ambicji w sytuacji, kiedy nie pozwala na to sama praca zawodowa.

Znane są przykłady światowej sławy muzyków (Pink Floyd), artystów plastyków (Federico Babina), reżyserów (Alberto Lattuada) i pisarzy (Sławomir Mrożek), którzy przerwali studia architektoniczne albo po ich ukończeniu nigdy nie podjęli pracy w zawodzie, by realizować swoje pasje. Wydziały architektury ukończyli m.in. znakomici polscy muzycy Marek Grechuta i Jan Kanty Pawluśkiewicz, światowej sławy artysta malarz Zdzisław Beksiński, równie sławny reżyser Janusz Majewski, znana autorka powieści kryminalnych Joanna Chmielewska i jeden z „Kolosów” Maciej Kuczyński – pisarz, publicysta, speleolog i odkrywca. Studentem architektury był kiedyś Tomasz Bagiński, zdobywca Oskara (za krótki film animowany „Katedra”) i Złotego Lwa w Wenecji (za film „Kinematograf”).

(...)

 



  arch. arch. Joanna i Przemysław Woźny


Zabawy z papierem

Beata Stobiecka: Kartki Przestrzenne to głównie wielka architektura w małym wymiarze i dowód wielkiej wyobraźni przestrzennej oraz niezwykłych umiejętności manualnych. Jak to się wszystko zaczęło – w jaki sposób urodził się pomysł na takie działanie z pogranicza architektury?

> Joanna i Przemysław Woźny: Pod koniec 2011 r. pracowaliśmy nad projektem konkursowym, do którego należało wykonać makietę i właśnie wtedy powstał pomysł na formę przestrzenną, którą można złożyć i wysłać pocztą. Ale to był dopiero początek – następnym etapem było wymyślenie, jak tego dokonać, nie bawiąc się w klejenie i używając jednego kawałka kartonu. Często jeden pomysł wywołuje lawinę kolejnych i tak też się zaczęło.

 

Czy codzienne projektowanie/obcowanie z architekturą było inspiracją dla kartek, czy moglibyście to robić bez „podkładu” projektowego?

> Zawód, jaki wykonujemy i doświadczenie z tego wynikające, widzenie przestrzenne, zdolności manualne – wszystko to bardzo nam pomaga w projektowaniu kartek. Nadajemy formę 3D przede wszystkim różnego rodzaju budowlom, ale tworzymy też formy abstrakcyjne, czasami okazjonalne i reklamowe. W zasadzie można powiedzieć, że nie ma obiektu, którego nie da się wykonać w stosowanej przez nas technice, choć niektóre tematy stanowią duże wyzwania.

 

Jak wygląda praca nad kartką przestrzenną? Czy robicie to ręcznie?

> Najważniejszy jest pomysł, jak pokazać obiekt, z której strony najlepiej go zaprezentować, której metody użyć. Zainspirowała nas japońska sztuka kirigami, czyli technika składania papieru z możliwością jego nacinania. Najpierw więc projektujemy kartkę, po czym wycinamy laserowo prototyp i ręcznie wyginamy karton (według zaprojektowanego szablonu). Dalej, po uzgodnieniu zmian, powtarzamy te czynności do momentu, aż jesteśmy zadowoleni z efektu końcowego. Czasami jest to kilkanaście prób, a w wyjątkowych przypadkach ponad dwadzieścia.

(...)

 



  arch. Sławomira Malingowska


Kultura, sztuka i twórczość to trzy siostry

Beata Stobiecka: Czy otwarcie przez państwa galerii można nazwać działaniem z pogranicza architektury?

> Sławomira Malingowska: Otwarcie Galerii Sztuki Next i Domu Aukcyjnego Next– Aukcje Sztuki z pewnością jest działaniem z pogranicza spełniania własnych marzeń, urzeczywistniania odważnych decyzji czy też realizowania się w nowym biznesie. Architektura ma z tym mniejszy związek, ale w naszych działaniach bardzo przydało się konstruktywne myślenie, wyobraźnia czasowo-przestrzenna i koordynacja wielu trudnych wątków, czyli typowe umiejętności architekta. Z dumą jednak muszę przyznać, że siedziba galerii i domu aukcyjnego znajduje się w naszym budynku przy ul. Poznańskiej 31 w Bydgoszczy, który razem z Andrzejem zaprojektowaliśmy i wybudowaliśmy.

 

Czyli można powiedzieć, że bez projektowania nie byłoby galerii (niekoniecznie w sensie finansowym)?

> Zdecydowanie tak! Architekt to zawód interdyscyplinarny, twórczy i kulturotwórczy, zmuszający do ciągłego rozwoju intelektualnego: poszukiwania rozwiązań, prawd, nowości oraz mądrości życiowych. Wykonywanie go z wielką pasją i zaangażowaniem doprowadziło nas do otwarcia galerii sztuki współczesnej. Kultura, sztuka i twórczość to są trzy siostry.

 

Galeria to efekt zainteresowań, które były zawsze, czy też nagły „poryw”, głębszy oddech od projektowania?

> Idea galerii sztuki powstała podczas budowy biurowca, ale nie był to nagły poryw, czyli niebezpieczny „słomiany zapał”, lecz efekt naszej wieloletniej pasji do historii sztuki. Podjęcie decyzji o jej otwarciu zajęło ponad 2 lata – analizy, przemyślenia, kalkulacje, burzliwe dyskusje. To wszystko doprowadziło nas 1 marca 2014 r. do otwarcia Next. Tego dnia zaistniała w naszym rodzinnym mieście jedyna po II wojnie światowej galeria komercyjna, oferująca współczesną sztukę polską bez pamiątek lub korali. W następnych miesiącach również rozpoczął działalność dom aukcyjny. Dla Bydgoszczy był to awans do elitarnego grona kilku polskich miast, które posiadają takie instytucje kultury.

(...)

 



  StansurovY, od lewej siedzą: Marek Droździel, Adam Tryniszewski, Marcin Kozłowski, Jakub Daniluk.


Póki stoję to nie pójdę na dno

Beata Stobiecka: Czy cały skład zespołu StansurovY to czynni zawodowo architekci?

> Marcin Kozłowski: Zespół składa się z czterech osób, w tym dwóch architektów. Są to Marek Droździel (gitary, pianino, dilruba, kompozycje) i ja (wokal i teksty). Znamy się od studiów na wydziale architektury, gdzie byliśmy nie tylko na jednym roku, ale i w jednej grupie. Jest też dwóch kolegów nie będących architektami: Adam Tryniszewski (bas, akordeon ) i Jakub Daniluk (perkusja). StansurovY jest otwarty, dlatego czasami grają z nami inni muzycy, architekci – Wojtek Ingielewicz na gitarze i mandolinie oraz Piotrek Obłękowski na banjo i basie.

 

Jak zaczęła się wasza przygoda z muzyką – to był dodatek do architektury, jej ciąg dalszy, czy protest przeciw brakowi możliwości dosadnej i zauważalnej wypowiedzi? A może hobby jeszcze z lat młodości?

> Muzyka, zdaje się, była pierwsza, pasja do architektury przyszła chwilę później, a potem to już wzajemnie się przeplatały. Od pierwszego roku studiów mieliśmy swój wydziałowy zespół, a wspólne granie było początkiem naszej przyjaźni, która dzięki muzyce przetrwała do dziś. Jednak zaraz po studiach nasze drogi się rozeszły. Na szczęście, jest jednak coś takiego jak druga młodość, która u nas zaowocowała powstaniem zespołu StansurovY. Zaczęliśmy z Markiem znów pisać piosenki i szybko okazało się, że nie wychodzi nam to źle, a niektórzy mówią, że nawet całkiem nieźle. I oprócz wielu innych rzeczy ważne dla nas w piosence jest to, że daje możliwość wypowiedzi na tematy, o których architektura często milczy.

 

Odbieram StansurovY jako dojrzałe trochę nostalgiczne poszukiwania – trochę wspomnień, trochę rozliczenie życia, trochę miłości (zaprzepaszczonej?), a w tym wszystkim jednak wielką siłę i gotowość nieustającej walki: „trzeba jego mać/ z byka życie brać/ bo albo ono albo ty/ pewnie/ nie obejdzie się/ bez rozlewu krwi/ żadnych białych flag/ nie wywieszam szmat/ ja – nie poddam się/ jak byk/ póki stoję to/ nie pójdę na dno.” Czy to też nawiązanie do naszego „walczącego” zawodu?

> Pisanie piosenek i muzyka jest dla nas wentylem bezpieczeństwa, przez który uchodzi z nas codzienny stres związany z zawodem architekta, rodziną, otoczeniem. Kiedy inni malują obrazy, dłubią w drewnie, lepią garnki, dokręcają śrubki w motocyklach, my piszemy i śpiewamy. Zwykle pierwsza powstaje muzyka Marka, do niej wymyślam melodię wokalu, do melodii piszę tekst i już jest piosenka. Potem aranżacja i przełożenie na cały zespół. A ponieważ życie składa się z codziennej walki, a moje teksty bywają z życia wzięte, to i w nich bywa o walce. Akurat ten fragment naszej piosenki – Mi vida mi amor – Moje życie moja miłość – pokazuje to doskonale. Bardzo lubię jej słuchać w momentach, gdy ręce opadają. Powoduje, że „baterie” ładują mi się w 5 minut, a to akurat tyle, ile trwa ta piosenka.

(...)

 



  arch. Bartosz Haduch


W poszukiwaniu piękna

Beata Stobiecka: Książki, artykuły, zdjęcia, dizajn – to efekty uboczne pańskiej pracy projektowej i dydaktycznej, czy równolegle ważne hobby, a może tzw. wielopolówka uzdolnionego architekta?

> Bartosz Haduch: U podstaw wszystkich tych działań leży chęć zrozumienia otaczającego nas świata, próba jego opisania, a zarazem pragnienie dzielenia się własnymi refleksjami i doświadczeniami. „Piękno nas ocali” – zwykł mawiać Fiodor Dostojewski i myślę, że poszukiwanie tego piękna to jeden z ciekawszych sposobów na życie. Tak się szczęśliwie złożyło, że moje życie zawodowe i prywatne od dawna obraca się wokół tej tematyki. Ktoś ostatnio mnie spytał, czym się zajmuję, a ja odpowiedziałem, że poszukiwaniem piękna – w ludziach, miejscach, ideach czy przedmiotach... W skrócie tak właśnie można podsumować moje działania, a to, czy związane są one z architekturą, dizajnem, publicystyką czy fotografią, jest kwestią drugorzędną. Te poszczególne obszary mojej twórczości wzajemnie się przenikają i uzupełniają.

 

Jak i kiedy zaczęło się „działanie w kulturze/sztuce”, co było pierwsze i skąd-dokąd sięgają inspiracje różnych pomysłów twórczych?

> Trudno mi określić konkretną datę bądź wydarzenie będące początkiem moich fascynacji artystycznych. Jesteśmy sumą doświadczeń, które zdobywamy przez całe życie. Odkąd pamiętam lubiłem rysować i malować, a moi rodzice wspierali te pasje. Najpierw chciałem zostać grafikiem, później miałem epizod muzyczny (grałem przez wiele lat na fortepianie i gitarze), a architekturę wybrałem trochę z ciekawości. Początki były trudne, po czym na trzecim roku studiów wygrałem międzynarodowy konkurs na projekt „Ambasady Europy”, na który wpłynęło prawie 500 prac z całego świata. Chyba dopiero wówczas uwierzyłem, że architektura może być dla mnie sposobem na życie. Ten jeden projekt umożliwił mi późniejszą pracę w prestiżowych pracowniach i zapoczątkował serię podróży „architekturystycznych”. To był czas uważnego oglądania i dokumentowania otaczającego świata, m. in. za pomocą tekstów, szkiców oraz fotografii. Od dziecka interesował mnie również świat natury.

 

Aby dobrze pisać, trzeba dużo więcej (niż się napisze) czytać. By mieć o czym pisać, trzeba podróżować. By fotografować i zdobywać za zdjęcia nagrody w najważniejszych konkursach światowych, trzeba wciąż uczyć się fotografii i ją non-stop praktykować – skąd na to wszystko ma pan czas, równocześnie projektując, ucząc studentów, robiąc habilitację itd.? I co motywuje pana do działania?

> Jednym z najważniejszych projektów w mojej dotychczasowej „karierze” jest otwarta niedawno w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie wystawa monograficzna poświęcona twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Wracam tam co jakiś czas, by pooglądać tę wystawę i nieustannie pozostaję pod wrażeniem ilości prac, które Wyspiański zdążył stworzyć w ciągu swojego krótkiego życia. W porównaniu z nim jestem więc raczej osobą leniwą (śmiech). Motywacyjnie działają na mnie też niektóre dzieła sztuki moich ulubionych artystów. Przeczytanie książki Julia Cortázara sprawia, że mam ochotę pisać. Analiza cykli fotograficznych Hiroshiego Sugimoto sprawia, że chwytam za aparat i robię zdjęcia. Kontemplacja obrazów Gerharda Richtera stymuluje mnie do studiów nad kolorem i światłem.

 

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_#59
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Młodzi architekci
w Europie: kondycja
i przyszłość zawodu

arch. Jola Starzak,
arch. Dawid Strębicki, architekci IARP

DOŚWIADCZENIA
Obszar Oddziaływania Obiektu / refleksje przed godziną „zero”
arch. Piotr Gadomski, architekt IARP
PRAWO
Konkursy: ziemia obiecana czy droga donikąd?
arch. Krzysztof A. Nowak

IZBA ARCHITEKTÓW
Sztuka aikido
arch. Wojciech Gwizdak, architekt IARP
FELIETON
Anioł najbardziej przykuwa moją uwagę / czyli polski gust architektoniczny...
autor: Błażej Prośniewski, redakcja: Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.