OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 15 000 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| ARCH_I_KULTURA |  |
|_#59  ZA

 

 

Rysujący w innych światach
/ coś dla dzieci i nie tylko...
/// wstęp i rozmowy: Bartosz Wokan, redakcja Z:A /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Czytając moim dzieciom* książki na dobranoc spostrzegłem, że ich twórcami bywają osoby z wykształceniem architektonicznym. Pierwszy zauważony na skrzydełku „arch” potraktowałem jako wyjątek. Ale potem te wyjątki zaczęły się dziwnie powtarzać... Dlatego postanowiłem zaprosić do rozmowy trzech autorów książek dla dzieci, posiadających tytuł „mgr inż. arch.” i zapytać, jak z architektury trafili do literatury (i nie tylko). Zapraszamy na spotkanie z Martą Falkowską, Tytusem Brzozowskim i Adamem Święckim.


* Bartosz Wokan, doktor nauk humanistycznych, redaktor Z:A, autor (wspólnie z żoną architektką) bloga o książkach dla dzieci „Co czytam Konstantemu i Matyldzie”

       
Rysujący w innych światach / coś dla dzieci i nie tylko...
       
       

Zanim zagłębicie się w opowieści rozmówców i zaczniecie zastanawiać się, czy nie odkurzyć swoich studenckich rysunków, chciałbym podzielić się z wami jednym z ciekawszych przypadków „przebranżowienia się” architekta, na jaki do tej pory trafiłem. Historię te przeczytałem w albumie o... klockach Lego Architecture. To seria, w której można znaleźć zestaw Muzeum Guggenheima w NY czy paryską wieżę Eiffla.

Otóż okazuje się, że jej poymysłodawcą był Adam Reed Tucker, architekt z Chicago. W roku 2006, kiedy nastąpił kryzys na rynku nieruchomości i do biura projektanta przestali przychodzić klienci, stanął on przed koniecznością znalezienia innego zajęcia. Przypomniał sobie wtedy, jaką radość na studiach sprawiało mu tworzenie modeli...

„W roku 2006 Adam odwiedził jeden ze sklepów sieci Toys R Us, wypełnił zestawami Lego jedenaście wózków na zakupy i odbył podróż do czasów młodości, kiedy to bawił się klockami. Po wielu miesiącach pracy doszedł do wprawy i był w stanie tworzyć modele najważniejszych budynków w dużej skali”[1]. Potem jeden z jego modeli zobaczyli pracownicy duńskiego klockowego giganta i zaproponowali mu współpracę.

W Z:A staramy się przedstawiać architektów, którzy z różnych powodów próbują znaleźć swoją drogę poza architekturą. I przyznaję, że prywatnie też zacząłem na takie przypadki zwracać uwagę. Tak doszło do powstania tego artykułu.

Marta Falkowska, Tytus Brzozowski i Adam Święcki opowiadają o swoich życiowych i zawodowych doświadczeniach. Są w różnym wieku, studiowali i zaczynali pracę w różnych momentach (druga dekada XXI w., pierwsza dekada XXI w., lata 90. XX w.) – wydaje mi się, że lektura ich opowieści sporo mówi nie tylko o tym, jak stworzyć ciekawą książkę czy komiks dla dzieci (bądź dorosłych), ale też w jakiej rzeczywistości muszą dzisiaj działać młodzi architekci.

 

 

Dlaczego zostałam/zostałem architektem?

> Marta Falkowska: Moja historia wyboru takich, a nie innych studiów jest dość prozaiczna. Zawsze lubiłam rysować i pociągały mnie zajęcia, gdzie należy wykazać się kreatywnością. Przechodziłam kolejne etapy fascynacji różnymi zawodami. Chciałam zostać malarką, dziennikarką, rysowniczką, ilustratorką, pisarką… Gdzieś z tyłu głowy miałam jednak zaszczepioną myśl, że nie są to zajęcia zapewniające odpowiedni byt. Wybrałam architekturę z przyczyn czysto praktycznych. Wydała mi się ona kompromisem idealnym – oto kierunek studiów, gdzie mogę rozwinąć się kreatywnie i jednocześnie przyuczam się do dobrego, szanowanego zawodu.

Studia skończyłam dość niedawno, bo dwa lata temu. Jeżeli chodzi o podejście moich kolegów i koleżanek, to było ono różne. Zaczynaliśmy z taką samą porcją entuzjazmu – w końcu dążyliśmy do uzyskania tytułu demiurgów świata, ludzi, którzy będą mieli realny wpływ na wygląd naszego otoczenia. Z biegiem czasu widać było, jak rzeczywistość weryfikuje poglądy. Grono studenckie zaczęło się dzielić – na pasjonatów, którzy wciąż wierzyli w architektoniczną misję, oraz na realistów, którzy już zaczynali praktyki w biurach architektonicznych i powoli zdawali sobie sprawę, że praca w zawodzie nie wygląda tak różowo, jak próbuje nam to przedstawić uczelnia.

> Tytus Brzozowski: Wydaje mi się, że moja mama, która ma architektoniczne korzenie, bardzo wcześnie zaczęła pracować nade mną w tym kierunku i w zasadzie nie miałem wątpliwości, jaki zawód wybrać, choć z perspektywy czasu widzę, że moja świadomość tego, jak wygląda praca architekta, była raczej mglista. Bardzo zaangażowałem się w przygotowania do egzaminu na studia. W szkołach rysunku spotkałem wiele ciekawych osób, panowała atmosfera wytężonej pracy i determinacji, pierwszy raz solidnie w coś się zaangażowałem. Studia zacząłem w 2003 roku, oczywiście początek był bardzo ekscytujący, wszyscy pełni entuzjazmu, licytowaliśmy się, kto nie przespał więcej nocy. Dla mnie projektowanie było czymś niezwykłym. Bardzo ważnym doświadczeniem były dla nas wymiany studenckie, za naszych czasów ruszył w Polsce program Erasmus.

> Adam Święcki: Dokładnie pamiętam moment, w którym zainteresowałem się architekturą. Było to w początkach nauki w liceum ogólnokształcącym. W piśmie dla maturzystów, które kupowała moja starsza siostra, przeczytałem wywiad z architektem. Nazwiska niestety nie pomnę. Tekst był niezwykle inspirujący. Wcześniej nie myślałem o architekturze. Byłem w objęciach sztuk plastycznych, głównie malarstwa i rysunku. Po maturze ruszyłem więc w tym kierunku. Los trochę wybrał za mnie. Na studia plastyczne się nie dostałem. Na architekturę tak, za drugim razem. Zrezygnowałem więc ze studiów prawniczych, które w międzyczasie podjąłem – et voilà! Studiowałem na Wydziale Architektury na Politechnice Białostockiej w końcówce lat 90., broniąc dyplom w 2003 r. (temat: Galeria komiksu).
Bardzo dobrze wspominam ten okres. W większości byliśmy dość mocno zaangażowani emocjonalnie w tematykę studiów. Nie zawsze objawiało się to we frekwencji na zajęciach, terminowości czy jakości projektów, ale między studentami projektowanie było często tematem nr 1. Słowa niektórych wykładowców rozbieraliśmy na części pierwsze i ogólnie chyba czuliśmy się tak mądrzy w temacie jak nie byliśmy. Miałem wtedy wrażenie (które podzielam i teraz), że ci zdolniejsi i ciekawsi studenci byli gdzieś w drugim rzędzie. Zdarzało się (jak w przypadku mojego przyjaciela), że nie kończyli studiów.

Dzisiaj na własny użytek, przed lustrem, tytułuję się różnymi określeniami, ale gdy ktoś mnie pyta, odpowiadam, że jestem ilustratorem i scenarzystą. Przyparty do ściany, zdradzam, że tworzę ilustracje, komiksy, książki, zdarza mi się też postawić kilka kresek w programie projektowym. Czyli robię wszystko i tylko to, co lubię.



1_Lego Architecture. Ilustrowany przewodnik, str. 12

 

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_#59
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Młodzi architekci
w Europie: kondycja
i przyszłość zawodu

arch. Jola Starzak,
arch. Dawid Strębicki, architekci IARP

DOŚWIADCZENIA
Obszar Oddziaływania Obiektu / refleksje przed godziną „zero”
arch. Piotr Gadomski, architekt IARP
PRAWO
Konkursy: ziemia obiecana czy droga donikąd?
arch. Krzysztof A. Nowak

IZBA ARCHITEKTÓW
Sztuka aikido
arch. Wojciech Gwizdak, architekt IARP
FELIETON
Anioł najbardziej przykuwa moją uwagę / czyli polski gust architektoniczny...
autor: Błażej Prośniewski, redakcja: Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.