OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#57  ZA

 

Dzień dobry, przyszedłem
po podpis... / ring opinii

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Odwiedza Cię koleżanka/kolega architekt bez uprawnień i prosi o podpisanie projektu, który chce złożyć z wnioskiem o pozwolenie na budowę. Jak się zachowujesz? Podpisujesz? Sprawdzasz projekt? Odmawiasz? A jeśli będzie to inżynier budownictwa? Student? Inwestor? Twój pracownik lub zespół w ramach wyznaczonych obowiązków w pracowni? Podyskutujmy o podpisywaniu projektów…

       
Dzień dobry, przyszedłem po podpis... / ring opinii
       
       

  arch. Jolanta Stefańska-Amerek
/ architekt IARP, okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Świętokrzyskiej Okręgowej IARP


Podpisywania projektów osobom trzecim – w sensie dosłownym – nie można uznać za czynność zawodową i zarobkową architekta. Złożenie podpisu pod projektem architektoniczno-budowlanym świadczy o autorstwie danego projektu, a więc i odpowiedzialności projektanta.

Czy można powiedzieć, że jest „podpisywanie dobre” i „podpisywanie złe”? „Podpisywanie złe” – to w moim rozumieniu udawanie, że jest się autorem projektu, a tak naprawdę branie zapłaty za taki podpis przy braku znajomości tematu i poczucia odpowiedzialności za projekt. Z kolei „podpisywanie dobre” to na przykład rzetelna współpraca z młodszym kolegą-architektem, który nie ma jeszcze uprawnień, ale już dużo umie, a np. o zrobienie projektu domu prosi go znajomy czy ktoś z rodziny. Taki „dobry podpis” oczywiście wiąże się ze stuprocentową odpowiedzialnością za projekt.

Skutki „hurtowego” podpisywania projektów mogą być bardzo poważne, ponieważ nie znając dokumentacji, można podpisać projekt z błędami, które zaowocują opłakanymi skutkami dla inwestora i dla nas samych. Pamiętajmy: odpowiedzialność zawodowa!

Znane sobie przypadki architekci powinni zgłaszać do Izby, między innymi po to jest w naszym samorządzie funkcja Okręgowych Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej. Oczywiście nie jest łatwo udowodnić komuś złe intencje i nieetyczne postępowanie, trzeba mieć dowody. Ale powinniśmy reagować. Chyba każdy z nas mógłby, a także być może nasza Izba powinna (np. na podstawie informacji z urzędów o liczbie podpisanych projektów), próbować w jakiś sposób „dotrzeć” do znanych „podpisywaczy”, zapraszać np. na spotkania Rady Izby i omawiać temat pod kątem złych praktyk…

 



  arch. Piotr Sobociński
/ architekt IARP, Sobociński Architekci, prezes SARP Oddział Toruń, sekretarz Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej IARP


Prawdopodobnie wszyscy jako uprawnieni architekci spotkaliśmy się z podobnym pytaniem. Czasami jest to mały projekcik, „w zasadzie takie nic”, ot garaż na przykład. Innym razem jest to coś większego. Aż się włos jeży na samą myśl, że osoba zamawiająca projekt nie zastanowiła się, zlecając go projektantowi bez uprawnień lub, co gorsza, nie ma nawet świadomości tego faktu.

Tymczasem podpisanie projektu jest jednocześnie wzięciem na siebie odpowiedzialności. Jest również przypisaniem współautorstwa projektu do danej osoby, a wraz z tym wszystkich tego konsekwencji. To współautorstwo natomiast może być prawdziwe lub tylko pozorne.

Jeśli jest ono prawdziwe, podpisanie projektu idzie w parze ze świadomym, odpowiedzialnym oraz pełnym wzięciem udziału w procesie inwestycyjnym, czyli wypełnieniem wszystkich obowiązków architekta. W tym przypadku architekt uprawniony może pełnić również rolę mentora, sprawdzającego projekt, wychwytującego niedociągnięcia, pomagającego na trudnej ścieżce zdobywania doświadczenia, której celem jest uzyskanie uprawnień.

Jeśli podpisanie projektu oznacza jedynie parafkę pod dokumentacją, do której uprawniony architekt nawet nie ma czasu zajrzeć, współautorstwo jest tylko pozorne, zakłamujące rzeczywistość. Oprócz doraźnych korzyści finansowych dla obu stron nie wnosi nic poza ewentualnymi konsekwencjami.

Niestety, jak to w życiu bywa, podpisanie projektu nie zawsze jest wzięciem odpowiedzialności za jego sukces, ponieważ cały splendor w przypadku udanego projektu spływa i tak na osobę mającą bezpośrednią styczność z inwestorem. Zawsze natomiast oznacza to odpowiedzialność za ewentualną porażkę, za błędy i niedociągnięcia.

Te potencjalne błędy zaś wpływają na wizerunek całego środowiska uprawnionych architektów. Jeśli pod projektem widnieje podpis w polu „projektant”, to nikt winowajcy nie będzie szukał w innych miejscach tabelki.



  arch. Daniel Olszewski
/ architekt IARP, właściciel pracowni APA Daniel Olszewski w Dzierżoniowie


W mojej opinii podpisywanie, czy jak to się inaczej określa „podbijanie” cudzych projektów jest złą praktyką, choć wiem, że wielu moich kolegów po fachu uczyniło z tego źródło dochodów lub dodatek do pensji. Uważam „podpisywanie” za jeden z elementów psucia zawodu, jego prestiżu oraz niszczenia rynku zleceń (dumping uprawiany przez studentów, techników). Często przyczynia się to do tworzenia przez quasi-architektów marnej jakości projektów i architektury, a w konsekwencji do dewastacji przestrzeni publicznej.

Pozostaje jeszcze kwestia autorstwa i odpowiedzialności z tytułu OC. Ktoś, kto podpisuje projekt, w myśl prawa staje się jego autorem i odpowiada za wady! Dlatego dziwi mnie powszechność tego procederu. W małych społecznościach jest to tak częste, że już nikogo nie oburza. Wręcz przeciwnie, stało się normą jak łapówki w krajach byłego ZSRR. Nikt tego nie zwalcza, nie piętnuje, a dawanie cichego przyzwolenia urzędnikom-projektantom na tzw. fuchy wspiera takie działania.

Nie ma też stosownych narzędzi i instytucji, które mogłyby ten stan zmienić czy kontrolować. Izba? Organy administracji architektoniczno-budowlanej? Środowisko? Koledzy mają donosić na kolegów? Myślę, że tylko wysokie odszkodowania za błędy w projektach wypłacane w ramach OC mogą zniechęcić „podpisywaczy” do łatwego zarobku i rozwiązać problem. W „samooczyszczenie” środowiska raczej nie wierzę.

 



  arch. Bartosz Warzecha
/ architekt IARP, prezes SARP Oddział Koszalin, pracownia Warzecha Studio


Łatwo jest napisać „nie” i już. Na pewno odrzucam podpisywanie czyichś projektów jako sposób na zarabianie pieniędzy. Jest to ze wszech miar godne potępienia i szkodliwe dla naszego zawodu. Nie wyobrażam sobie również, aby legalizować w ten sposób projekty osób, które nie ukończyły studiów o profilu architektonicznym.

Jednak jest taki etap w życiu architekta, kiedy ukończył on studia, pracuje już kilka lat w czyimś biurze, opracował kilkanaście/kilkadziesiąt projektów i już coś by zaprojektował po swojemu. Ba, ma nawet potencjalne zlecenie i inwestora (najczęściej znajomego rodziców lub znajomego znajomych), ale nie posiada jeszcze uprawnień do projektowania. I wtedy zwykle idzie do swojej koleżanki/kolegi z roku, którzy mają już uprawnienia i prosi ich o przysługę. Wymaga to oczywiście wzajemnego zaufania, „sprawdzenia” projektu oraz pewnego stopnia bezczelności. Ale czego człowiek nie robi, jak jest młody?

Zawód architekta to również sztuka pokonywania przeszkód, które stoją na drodze do powstania naszego projektu. Czy taka drobnostka jak „brak pieczątki” nie jest jednym z nich?

 



  arch. Wojciech Gwizdak
/ architekt IARP, 2G Studio Wojciech Gwizdak,
członek Rady Legislacyjnej IARP, prezes SARP Oddział Kielce


Gdy w 1993 roku Rudy Giuliani został burmistrzem Nowego Jorku, wcielił w życie akcję „zero tolerancji”, czym zasłynął chyba na całym świecie. Zasada nietolerancji nawet małych, drobnych przestępstw była realizacją znanej w kryminologii „teorii zbitej szyby”. W skrócie zakłada ona, że tolerowanie drobnych wykroczeń, brak reakcji na wybijanie szyb w oknach czy akty wandalizmu w przestrzeni miejskiej, skutkuje wzrostem poważniejszych przestępstw w okolicy.

Mam wrażenie, że w przypadku „podpisywaczy” projektów sytuacja jest podobna. Ponieważ tolerujemy podpisywanie projektów innym kolegom architektom, zdarzają się „osobniki”, które podpisują wszystko na prawo i lewo. Oczywiście kluczowy jest tu brak narzędzi ze strony Izby do walki z takim procederem.

Parę lat temu, w ramach działań Świętokrzyskiej Okręgowej Izby, walczyliśmy z „kolegą” architektem, który, jak wieść gminna niesie, podpisuje wszystko, a nawet inni podpisują się za niego. Oczywiście nie mieliśmy twardych dowodów, ale statystyki, które mówiły, że kolega robi 17% wszystkich projektów na terenie gminy Kielce, dawały wiele do myślenia. Ów kolega odmówił również podpisania oświadczenia, że jest on autorem wszystkich tych projektów... Okazało się wówczas, że jesteśmy bezsilni. Izba nie ma praktycznie żadnych narzędzi do walki z nieuczciwymi kolegami, mimo że jest to główny cel istnienia samorządów.

Samo istnienie Kodeksu Etyki nie wystarczy. Kodeks musi być poparty zapisami w ustawach i rozporządzeniach, by Izba miała realne narzędzia karania tych, którzy nie przestrzegają zasad. Przykład pierwszy z brzegu: Izba ma zadanie dbania o należyte wykonywanie zawodu przez swoich członków, ale nie mamy prawa dostępu do rejestru pozwoleń na budowę prowadzonego przez GUNB i nie możemy sprawdzić np. ile pozwoleń na budowę uzyskała dana osoba. Brak takich narzędzi powoduje, że zbyt często kierowanie się etyką jest uznawane przez „spryciarzy” za przejaw „frajerstwa”.

Adept zawodów prawniczych, według właściwych ustaw, musi być „nieskazitelnego charakteru” oraz dawać „rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu” i tylko na podstawie braku takowych można odmówić dopuszczenia do wykonywania zawodu - radcy prawnego, adwokata, notariusza i sędziego sądu rejonowego oraz pełnienia funkcji referendarza sądowego, asystenta sędziego i ławnika. My takiej możliwości nie mamy. Aby izba mogła działać nawet w oczywistych „grubych” przypadkach, niezbędne są narzędzia prawne, bez których osoby nadużywające swoich uprawnień mogą nam się śmiać prosto w twarz. A mam wrażenie, że pokolenie, które będzie wchodzić na rynek, może mieć jeszcze luźniejszy stosunek do „uprawnień”. Na facebookowym profilu studentów architektury ze zdziwieniem przeczytałem kiedyś, że znany mi student oficjalnie oferował swoje usługi przy wykonywaniu projektów semestralnych...

 



  arch. Olaf Jasnorzewski
/ architekt IARP, właściciel Jojo Architektura w Tarnowie, pracował w biurach architektonicznych w Polsce i w Irlandii


Według Słownika Języka Polskiego: „klepacz” – fałszywa, podrabiana dawniej przez fałszerzy moneta: Za czasów Jana Kazimierza zjawiają się (…) w wielkiej ilości prymitywne falsyfikaty, które wyrabiali najczęściej kuźnicy, osiedli w lasach...

Im dłużej żyję na tym świecie (a właściwie „w tym kraju” – jak wielu nazywa Polskę), tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że „klepanie” to nasze narodowe zajęcie. Wszyscy słyszeli o mechanikach samochodowych, którzy potrafią „wyklepać” nowego mercedesa ze starej wiaty przystankowej albo z czterech rozbitych aut, z których żadne wcześniej mercedesem nie było. Wszyscy nasi politycy też regularnie „klepią frazesy” przed kamerami i – obiecując lepsze jutro – klepią się jowialnie po plecach (a co poniektórzy – także po brzuchach). Po kilku latach samodzielnego wykonywania zawodu zauważyłem z przerażeniem, że w architekturze także roi się od „klepaczy” (tu wyjaśniam, że architektonicznymi „klepaczami” nazywam tych kolegów z uprawnieniami, którzy widnieją fikcyjnie na dziesiątkach projektów podsuniętych im do podpisania). Skutki takiego fałszerstwa są opłakane z wielu względów. Dzięki „klepaczom” mamy bowiem:

  • degradację prestiżu przypisanego dawniej naszemu zawodowi (bo teraz właściwie każdy może zrobić projekt, a potem trzeba tylko znaleźć „gościa od pieczątki”, zwanego architektem, a raczej „klepaczem”, i wszystko załatwione),
  • lekceważący stosunek inwestorów do autorów projektów i ich dzieł (bo... patrz punkt powyżej),
  • kiepskie stawki za projekty (bo często wykonują je za półdarmo i „na fuchę” liczni „kuźnicy” bez uprawnień – niepłacący składek izbowych, OC, podatków i ZUS-u, ale mający „klepacza” w kieszeni),
  • drastyczne obniżenie jakości merytorycznej i estetycznej projektów (bo wykonują je ludzie bez polotu, doświadczenia i odpowiedniej wiedzy, ale za to z garścią „klepaczy” w zanadrzu).

I tu wracam do słownikowej definicji podanej na wstępie tekstu, a w głowie rodzi się pytanie – jak długo jeszcze będziemy przymykać oko na projekty ze sfalsyfikowanym autorstwem oraz na podróbki architektury tworzone przez partaczy i sygnowane przez „klepaczy” działających w naszym architektonicznym lesie (który i bez nich jest już wystarczająco gęsty i nieprzyjazny)? Czy nie czas na zastosowanie jakiejś kary – dotkliwej i nieuchronnej (choć może nie tak drastycznej, jak w dawnych wiekach)? W przeciwnym razie – jak za czasów króla Jana Kazimierza – czeka nas potop i zgliszcza.

 



  arch. Andrzej Depa
/ architekt IARP, przewodniczący Rady Podkarpackiej Okręgowej IARP, właściciel pracowni Archi w Rzeszowie


Podpisywanie projektu w sposób naturalny wiąże się z sygnowaniem własnej pracy. Trudno nie zauważyć, że nie żyjemy w świecie idealnym, nie żyliśmy i z pewnością nie będziemy. Kwestia podpisywania projektów niewykonanych własnoręcznie nie jest nowością ani domeną zawodu architekta.

W wieloosobowych biurach projektowych pracę kilku osób sygnuje projektant z uprawnieniami, często właściciel biura, będący jednocześnie głównym projektantem. Na stronie tytułowej projektu (budowlanego), zgodnie z obowiązującym prawem, nie przewidziano miejsca dla osób niepełniących samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie, czyli osób bez uprawnień. W tej sytuacji nikt nie docieka, ile osobistego zaangażowania, nadzoru lub własnej pracy twórczej wniósł podpisany architekt. Jest to wzięcie odpowiedzialności, a także praw autorskich, związanych z pracą własnego zespołu działającego pod szyldem lub nazwiskiem założyciela biura. Nic w tej kwestii nie zmieniło się od wielu pokoleń. I nie  ma znaczenia, czy zespół opracowujący jest grupą pracowników zatrudnionych czy osób współpracujących na luźnych zasadach.

Zdarza się, że architekci występują jako sprawdzający w projektach swoich kolegów, współpracowników na zasadach wzajemności, gdy mają zaufanie co do kompetencji tychże.

Podpisywanie projektów jest wzięciem odpowiedzialności zawodowej za utwór, a także materialnej za skutki z tego wynikające. Sprowadzenie czynności podpisywania do banalnego wykorzystywania własnych praw nabytych albo czerpania z tego niewielkich korzyści finansowych kreuje wyobrażenie, iż praca architekta nie polega na korzystaniu z wykształcenia (a co ważniejsze: z doświadczenia), lecz wyłącznie na postawieniu kilku podpisów. Jest to takie samo podejście, jak namawianie lekarzy do wypisywania recept – choć każdy rozumie, że są farmaceutyki, które nie mogą być dostępne bez recepty.

W każdym zawodzie znajdziemy „podpisywaczy", ale świadomość odpowiedzialności powinna zdecydowanie zniechęcać do autoryzowania nieznanych projektów.

Jestem przeciwnikiem podpisywania projektów, w których nie braliśmy czynnego udziału i trudno jest mi zrozumieć jak można traktować tę czynność jako źródło dochodu.

Uważam, że jest to postawa zdecydowanie nie zasługująca na pochwałę, nie rozróżniając, czy projekt przygotował inżynier budownictwa nie posiadający wystarczających uprawnień, architekt bez uprawnień czy student. Jest to obniżanie statusu zawodu, który dla większości z nas jest pasją. Jest to nieetyczne, a rażące przypadki takiego zachowania powinny być wyraźnie wskazane i poddane ocenie przez OROZ.

Galopujący relatywizm w stylu „nie matura, lecz chęć szczera...” nie jest „moją bajką”.


 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Ile i jakiej przestrzeni dla sportu 
i rekreacji w mieście?/ ring opinii Dzień dobry, przyszedłem po podpis...
/ ring opinii

Odwiedza Cię kolega architekt bez uprawnień i prosi o podpisanie projektu do pozwolenia na budowę... Co robisz? A co jeśli będzie to student lub inżynier? Podyskutujmy o podpisywaniu!
 
Polecamy lekturę Z:A_#57
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.