OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| ARCH_I_KULTURA |  |
|_#49  ZA

 

 

Widoki na szczęście w Vancouver
/// autor: Charles Montgomery,
wybór fragmentów, tytuł, wstęp i śródtytuły pochodzą od redakcji Z:A
/// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

W głośnej ostatnio książce „Miasto szczęśliwe” kanadyjski dziennikarz Charles Montgomery opisuje m.in. pozytywne przykłady miast, których władze znalazły sposoby, aby mieszkańcy tych metropolii byli szczęśliwsi. Razem z autorem przenosimy się do Bogoty, Kopenhagi czy Paryża, śledząc zastosowane tam rozwiązania, (wręcz eksperymenty) komunikacyjne, urbanistyczne i architektoniczne. Autor wiele miejsca poświęca też Vancouver, w którym się urodził i mieszka. Na wybrane przez nas fragmenty, składają się dwie części – pierwsza przedstawia społeczny sukces „vancouveryzmu”, dzięki któremu to 600-tysięczne miasto od lat plasuje się w czołówce światowych rankingów zadowolenia mieszkańców. Druga opisuje historię jednego z nich. Dzięki temu wyborowi chcemy podkreślić, że nawet najlepsza statystycznie recepta potrzebuje uwzględnienia różnorodności. Oczywiście polecamy wszystkim lekturę całej książki.
       
Szczęśliwe Vancouver
       
       

Kanadyjskie miasto Vancouver przez trzydzieści ostatnich lat starało się przyciągnąć ludzi na obszar o większej gęstości zaludnienia w sposób będący radykalnym odwróceniem trwającej pół wieku tendencji do wyprowadzania się na przedmieścia. Eksperyment rozpoczął się na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to mieszkańcy odrzucili plan otoczenia śródmieścia siecią bezkolizyjnych dróg szybkiego ruchu. Skutkiem tego Vancouver stało się ostatnią metropolią Ameryki Północnej, przez której centrum nie przebiega ani jedna autostrada.

Odtąd miasto konsekwentnie odmawia zresztą powiększania przestrzeni drogowej dla samochodów. Na dodatek Vancouver wciśnięte jest pomiędzy ocean, wysokie góry i obszary ziemi uprawnej, co ogranicza możliwości rozwoju przedmieść. Te właśnie uwarunkowania, wraz ze stałym napływem imigrantów, przyczyniły się do zainicjowania w centrum miasta prawdziwego boomu budowlanego, który przybierał na sile nawet wtedy, gdy śródmieścia innych miast Ameryki Północnej stopniowo się wyludniały.

 

CZĘŚĆ 1: Wszyscy chcą mieszkać w wieżowcach

Centrum miasta Vancouver, położone na półwyspie o długości dwudziestu kwartałów, oblewanym z dwóch stron wodami oceanu i zwieńczonym przepięknym lasem deszczowym Parku Stanleya, bardzo szybko uległo gruntownemu przekształceniu. Od końca lat osiemdziesiątych minionego wieku wystrzeliło tu w górę co najmniej 150 wieżowców mieszkalnych, które dołączyły do ponad setki podobnych konstrukcji powstałych w ciągu dwóch poprzednich dekad. Pomiędzy rokiem 1991 a 2005 liczba ludności prawie się podwoiła. Podczas gdy Amerykanie wyprowadzali się na coraz to odleglejsze przedmieścia, mieszkańcy Vancouver pospiesznie wracali do śródmieścia, stojąc całymi nocami w kolejkach po mieszkania w przedsprzedaży i płacąc miliony dolarów za apartamenty w mających tam powstać wieżowcach, które nie miały jeszcze nawet fundamentów.

Oto niezwykły zaiste paradoks: im bardziej zatłoczone staje się Vancouver, tym więcej ludzi chce tu mieszkać i tym wyższa pozycja miasta w międzynarodowych badaniach dotyczących najlepszych miejsc do życia na naszej planecie. Obecnie znajduje się ono zazwyczaj na samym szczycie lub blisko pierwszego miejsca w rankingach jakości życia publikowanych przez firmę konsultingową Mercer, magazyn „Forbes” czy Economist Intelligence Unit. W ciągu ostatnich piętnastu lat ceny mieszkań w wielu wieżowcach uległy podwojeniu i utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie przez cały czas trwania globalnego kryzysu ekonomicznego. Na dodatek Vancouver ma najniższy poziom śladu węglowego w przeliczeniu na jednego mieszkańca ze wszystkich większych miast całego kontynentu. Sukces ten udało się osiągnąć po części dzięki temu, że ludzie żyją tutaj bliżej siebie, co pozwala zmniejszyć ilość energii niezbędnej do utrzymywania komunikacji i ogrzewania domów.

(...) kiedy miasto inwestuje w aktywny transport: piechotą, rowerem i zbiorowy, społeczeństwo staje się zamożniejsze i zdrowsze.

(...) Transport publiczny musi najpierw wspiąć się na wysoki poziom. Kiedy ludzie zobaczą, że szybciej będzie im dojechać tramwajem niż samochodem, przesiądą się. Na poziomie jednostki człowiek zawsze wybierze to, co jest dla niego lepsze, w tym sensie wygodniejsze.


CHARLES MONTGOMERY W WYWIADZIE Z ALEKSANDREM GURGULEM, Gazeta Wyborcza – Magazyn Krakowski
Charles Montgomery: Dlaczego Kraków nie jest miastem szczęśliwym? (10.2015)

 

Nie blokować widoku

Wertykalny eksperyment Vancouver okazał się zarówno wyjątkowy, jak i atrakcyjny, częściowo ze względu na to, jak miasto zadbało o biofilskie (według definicji Edwarda O. Wilsona biofilia to „wrodzony, zakodowany w naszych genach pociąg do przyrody, której jesteśmy częścią” – przyp. red.) potrzeby swych mieszkańców. Nowe śródmieście ukształtowane zostało w dużym stopniu pod wpływem lokalnej obsesji na punkcie widoków. Mimo że zimy są tutaj mroczne i ponure, prawie nikt w mieście nie chce mieć okien wychodzących na południe, gdzie czasami spośród deszczowych chmur wyziera słońce. Mieszkańcy Vancouver odruchowo kierują wzrok na północ i zachód, ku górom, lasom deszczowym i oceanowi – innymi słowy, wolą patrzeć na dziką i różnorodną przyrodę.

Każdy projekt budowlany, którego realizacja mogłaby grozić zablokowaniem widoku na łańcuch gór North Shore, spotyka się z gwałtownym protestem. Miejscy planiści wydali w związku z tym specjalne przepisy wpływające na kształt panoramy miasta, tworząc szereg biegnących przez śródmieście „korytarzy widokowych”, które pozwalają bez przeszkód podziwiać górskie widoki z różnych punktów obserwacyjnych położonych w południowej części Vancouver. Aby chronić te osie widokowe, zmuszają nawet niektórych budowniczych do zmiany lokalizacji planowanych wieżowców.

(...)

 

CZĘŚĆ 2: Rob kupuje mieszkanie

Projekt architektoniczny wpływa na nasze życie społeczne nawet w bardzo prestiżowych lokalizacjach, gdzie warunki nie są tak skrajne, zaś wyniki badań wspierają prawdziwość starego powiedzenia, że dobre płoty to dobre sąsiedztwo, przynajmniej na tyle, na ile płoty te pozwalają nam kontrolować interakcje. Weźmy na przykład doświadczenie Roba McDowella, dyplomaty, który kupił mieszkanie własnościowe na 29. piętrze modnego i nowoczesnego wieżowca 501 w dzielnicy Yaletown w Vancouver.

Rob był kawalerem i nie miał dzieci, więc 46 metrów kwadratowych zdawało się zupełnie wystarczającym metrażem, zważywszy zwłaszcza na panoramiczny widok z sięgających od podłogi aż po sufit okien, przez które mógł podziwiać ocean. Widział również położone w oddali wyspy. Mógł też dojrzeć ponad innymi wieżowcami zalesione zbocza gór North Shore. Kiedy miasto spowijała mgła, jego apartament unosił się ponad nią. Mieszkanie Roba łączyło w zgrabnym pakiecie biofilskie widoki, prestiż i prywatność.

– Zaprosiłem do siebie na górę wszystkich przyjaciół, żeby mogli podziwiać ten widok — powiedział mi później. – Byłem taki szczęśliwy!

Wraz z upływem kolejnych miesięcy jego nastrój uległ jednak zmianie.

 

Trzysta osób w windzie

Ilekroć McDowell wychodził ze swego mieszkania, szedł korytarzem, który dzielił z dwudziestoma innymi ludźmi, do windy używanej przez blisko trzysta osób. Kiedy otwierały się drzwi kabiny, nigdy nie był pewien, kogo ujrzy w środku, ale zazwyczaj nie byli to jego najbliżsi sąsiedzi. Stojąc w odległości trzydziestu czy sześćdziesięciu centymetrów od siebie (czyli zdecydowanie przekraczając granice strefy dystansu personalnego) i nie mając wpływu na czas trwania takiego spotkania, McDowell i inni ludzie z jego wieżowca ze wszystkich sił starali się unikać kontaktu wzrokowego, zamiast tego wpatrując się w znajdujący się w górnej części kabiny wyświetlacz pokazujący aktualny numer piętra. (..)

– Wjeżdżasz windą na górę, wchodzisz do swojego mieszkania, zamykasz za sobą drzwi i zostajesz w czterech ścianach, sam na sam ze swoim pięknym widokiem – powiedział. – Zacząłem żałować, że kupiłem to mieszkanie.

 

Rob się przeprowadza

Wzniesiony w duchu vancouveryzmu modny wieżowiec McDowella, oferujący tak wspaniałe widoki przyrody i zapewniający odpowiedni prestiż, w kategoriach społecznych nie spełniał po prostu swojej roli. Stało się to jasne, gdy życie dyplomaty zmieniło nagle kierunek.

Miasto zmusiło mianowicie dewelopera, który postawił jego wieżowiec, do zbudowania szeregu kamienic na budynku stanowiącym podest drapacza chmur. Domy te nie były może zbyt duże, ale wychodziło się z nich wprost na ogród i kort do siatkówki znajdujący się na dachu drugiego piętra. McDowell zauważył, że ich mieszkańcy regularnie grywali w siatkówkę w ogrodzie. On i jego sąsiedzi z wieżowca mieli wszelkie prawo ku temu, by się do nich przyłączyć, ale nigdy tego nie robili. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy kamienic zawłaszczyli tę przestrzeń z uwagi na to, że mieli do niej najbliżej.

Kiedy do nowych kamienic wprowadziło się kilkoro jego znajomych, McDowell zrezygnował ze swego wspaniałego widoku i kupił mieszkanie obok nich. W ciągu kilku tygodni jego krajobraz społeczny uległ radykalnej zmianie. Poznał wszystkich nowych sąsiadów. Brał udział w weekendowych meczach siatkówki i imprezach we wspólnym ogrodzie. Czuł się tak, jakby wreszcie znalazł prawdziwy dom.

 

O wyższości ganku nad hallem

Nowi sąsiedzi McDowella nie byli z natury swej bardziej sympatyczni czy życzliwi niż mieszkańcy wieżowca. Co zatem zbliżało ich do siebie?


 

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_#49
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Młodzi architekci
w Europie: kondycja
i przyszłość zawodu

arch. Jola Starzak,
arch. Dawid Strębicki, architekci IARP

DOŚWIADCZENIA
Obszar Oddziaływania Obiektu / refleksje przed godziną „zero”
arch. Piotr Gadomski, architekt IARP
PRAWO
Konkursy: ziemia obiecana czy droga donikąd?
arch. Krzysztof A. Nowak

IZBA ARCHITEKTÓW
Sztuka aikido
arch. Wojciech Gwizdak, architekt IARP
FELIETON
Anioł najbardziej przykuwa moją uwagę / czyli polski gust architektoniczny...
autor: Błażej Prośniewski, redakcja: Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.