OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#48  ZA

 

 

Granice praw autorskich
/ ring opinii

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Jak daleko idącą władzę (wynikającą z jego praw autorskich) nad budynkiem powinien mieć architekt? Gdzie i czy powinna się kończyć możliwość wpływu architekta na zmiany dokonywane w budynku przez właściciela? – chcąc podyskutować o spojrzeniach na relację architekt-projekt-budynek-właściciel powyższe pytania postawiliśmy kilku Koleżankom i Kolegom działającym w różnej skali i w różnych obszarach zawodu.
       
Granice praw autorskich / ring opinii
       
       


  arch. Krzysztof Giemza
/ architekt, prokurent spółki Echo Investment


Odpowiedź na to pytanie jest bardzo krótka i jednoznaczna, ponieważ architekt, jeżeli nie jest właścicielem obiektu czy nieruchomości, moim zdaniem nie może uzurpować sobie prawa do „władztwa” nad budynkiem. Jest właścicielem, zgodnie z prawem autorskim, wyłącznie projektu, na podstawie którego został wykonany budynek, a nie samego budynku. Rola twórcy projektu kończy się w momencie, gdy budynek został zrealizowany i przekazany do użytkowania.

W przypadku, w którym inwestor postanawia przebudować obiekt, uważam, że może zaprosić do współpracy autora pierwotnego projektu, ale nie musi. Nie potrzebuje również w tym celu uzyskiwać zgody autora. Przeświadczenie o prawie do władania zrealizowanym projektem jest niestety przejawem często występującej w naszym zawodzie próżności i braku pokory.

Istnieje oczywiście możliwość spisania umowy między architektem a inwestorem, w której zawarte są jasno określone prawa architekta do budynku powstałego na podstawie jego projektu. Zastanawiam się tylko, czy znajdzie się inwestor, który zgodzi się na taką umowę?

 



  arch. Dorota Szymaniak-Urban
/ architekt IARP, pracownia Urban Architect


Najciekawszym zagadnieniem związanym z prawem autorskim, jakie należałoby przeanalizować, jest pojęcie samego utworu. W architekturze takim utworem jest projekt, na podstawie którego powstaje obiekt. W ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych utwór jest przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze (art. 1 ust. 1).

Tutaj należałoby zadać pytanie: czy każdy projekt jest działaniem twórczym o indywidualnym charakterze? Otóż nie. To oczywiste, że wiele projektów powstaje w wyniku zastosowania standardowych rozwiązań. Dlatego każdy autor powinien sam rozważyć, na ile jego projekt posiada cechy twórczej działalności architekta i jako taki podlega ochronie prawno-autorskiej z mocy ustawy. Ustawa chroni architekta (czyli jego projekt i zrealizowany obiekt) przed naruszeniem praw autorskich „z urzędu”, jednak w przypadku sporu konieczne będzie wykazanie, że dany projekt spełnia ustawowe kryteria „utworu”, czyli posiada indywidualne cechy twórcze.

Moim zdaniem autor utworu powinien stworzyć wytyczne zawierające ideę i istotę twórczego działania, które chroniłyby zarówno jego interesy, jak i właściciela obiektu. Wytyczne te umożliwiłyby także zarządzanie obiektem spadkobiercom – zarówno architekta, jak i inwestora (właściciela).

A kiedy właściciel obiektu planowałby przeprowadzenie w nim zmian - autor (lub jego spadkobierca) powinien zostać poinformowany o takiej chęci i mieć prawo decyzji o podjęciu działań twórczych polegających na dokonaniu zmian w obiekcie, lub o sprawowaniu nadzoru autorskiego nad zmianami, których opracowaniem zajmie się inny architekt (posiadający stosowne pełnomocnictwo autora lub spadkobiercy). Takie rozwiązanie pozwoliłoby przede wszystkich na ochronę wartościowych obiektów, ale dawałoby także możliwość ingerencji w obiektach o standardowych rozwiązaniach, nie mających w sobie cech działalności twórczej architekta.

 



  prof. dr hab.arch. Ewa Kuryłowicz
/ architekt IARP, Kuryłowicz&Associates,
Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej,
Fundacja im. Stefana Kuryłowicza


Prawa autorskie do projektu budynku jako do utworu służą utrzymaniu integralności dzieła i z tego powodu należy je utrzymać i ich przestrzegać z całą pewnością we wszystkich fazach procesu projektowego, aż do finału, którym jest realizacja. Praktyka „wyrywania” praw zależnych w celu rzekomo uniknięcia kłopotów ze strony „stawiającego się” architekta blokującego proces inwestycyjny bądź dalsze fazy projektu, jest objawem skrajnego braku zaufania ze strony zamawiających.

Umowy mają to do siebie, że są dwustronne, a ich podstawowa cechą i założeniem jest wzajemna chęć dotrzymania ich zapisów. Zabezpieczanie się przed złą wolą drugiej strony umowy od samego początku przeczy idei umawiania się w ogóle.

W okresie „życia” obiektu należy jednak prawa autorskie traktować elastycznie. Nasze dzieła to budynki, które czasami, w okresie ich trwania muszą podlegać zmianom. Budynek w przestrzeni publicznej ma już różnych gestorów – właściciela, który może się zmieniać, służby konserwatorskie, służby miejskie nadające im różny status w dokumentach planistycznych. Za życia autora posiadającego osobiste prawa autorskie on sam powinien dbać o integralność budynku. Sytuacja komplikuje się, gdy autorzy już nie żyją.

Sposób egzekwowania praw autorskich na etapie zrealizowanego obiektu, równolegle z obowiązującym prawem autorskim mogą regulować umowy zawarte pomiędzy autorem a zamawiającym, rozciągnięte na ewentualne pod-umowy z nowymi właścicielami w sytuacji zbycia obiektu. Zakres kontroli autora nad zmianami może tu być różny. Kwestie te reguluje m.in. Kodeks Etyki Izby, ale można je uzupełniać, jeśli jest taka wola stron.

 



  arch. Leszek Horodyski
/ architekt IARP, Autorskie Atelier Architekta L. Horodyskiego, skarbnik Krajowej Rady IARP


„Droga Redakcjo.
Kupiłam wczoraj z mężem portret Mona Lisy namalowany przez Leonarda da Vinci. Mam w związku z tym pytanie: czy mój młodszy syn, który jest bardzo uzdolniony, może domalować jej okulary? Jest to obiektywnie uzasadnione, gdyż cała moja rodzina od pokoleń nosi okulary, i w nowej wersji obraz lepiej będzie się komponował wśród rodzinnych portretów”.

Użyłem tego dość kontrastowego przykładu, aby uświadomić Czytelnikom, że utwór jako definicja odnosi się zarówno do znamienitych dzieł o wielkiej wartości kulturowej i materialnej, jak i do dzieł (utworów) o mniejszym znaczeniu, co oznacza, że ochrona prawno-autorska przysługuje każdemu utworowi, niezależnie od jego wartości. Wartość ta nie powinna bowiem, a raczej nie może, służyć ocenie pod kątem przysługiwania lub nieprzysługiwania ochrony prawno-autorskiej.

Utwór, czyli każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, objęty jest ochroną niezależnie od jego postaci, wartości, przeznaczenia oraz sposobu wyrażenia, czyli na przykład formy materialnej. Ochrona utworu zaczyna się w momencie jego powstania, nawet wtedy, gdy nie zostaje on ukończony. Autorowi przysługuje nieograniczone w czasie i niepodlegające zrzeczeniu osobiste prawo do nienaruszalności jego formy.

Tak w skrócie stanowi prawo. Prawo, lecz nie władza. Podobnie jak nie można uznać za „władzę” innych przysługujących nam praw osobistych, takich jak na przykład prawo do życia, prawo do wolności, czy prawo do posiadania potomstwa.

Zgodnie z art. 1 ust. 21 ustawy prawno-autorskiej „ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia” (utrwalenia) utworu. Osobiste prawo autorskie do nienaruszalności formy i treści dotyczy właśnie sposobu wyrażenia (utrwalenia) utworu, czyli w przypadku utworu architektonicznego jego postaci materialnej.

Prawo stanowi, że w dziedzinie architektury, utworem jest zarówno obiekt budowlany, jak też jego rysunek, plan lub inna, dowolna forma materialna. Nie istnieją w pojęciu ustawy odrębnie jako przedmioty prawa autorskiego utwór i jego utrwalenie. Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy, jednym z warunków niezbędnych do identyfikacji czy konkretny efekt działalności twórczej jest utworem w rozumieniu prawa, jest warunek jej „ustalenia w jakiejkolwiek postaci”. W przypadku utworów architektonicznych (plastycznych, fotograficznych) jest to forma materialna. Postaci ustalenia (formy materialne) utworu mogą być różne (szkic, rysunek, plan, makieta, budynek) i to właśnie one podlegają ochronie.

Moim zdaniem prawo w tym zakresie jest kompletne i nie należy go rozszerzać ani ograniczać. Należy je jedynie respektować.

Co w takim razie wolno właścicielowi (inwestorowi) po wybudowaniu budynku? Szczegółowy zakres ewentualnych zmian oraz sposób ich wprowadzania w istniejącym obiekcie może być sprecyzowany w umowie pomiędzy inwestorem i autorem/współautorami projektu (architektem/projektantami). Jeżeli jednak umowa nie zawiera takich ustaleń, zasadą powinno być stosowanie się do zapisów ustawowych (patrz: ramka poniżej – przyp. red.).

Niestety pojęcie „oczywistej konieczności” jest w naszym kraju zbyt często nadużywane, stąd też mój kontrastujący przykład zamieszczony na wstępie.

Jedynym ograniczeniem w egzekwowaniu naszych praw powinien być zdrowy rozsądek, jednakże takiej granicy nie da się opisać żadną ustawą. Uwagę o „zdrowym rozsądku” kieruję do nas – architektów/twórców, gdyż (co z przykrością zauważam) czynimy sobie niekiedy z przysługującego nam prawa swego rodzaju narzędzie „zemsty” na inwestorze za niepowodzenia natury ekonomicznej powstałe w trakcie realizacji umowy o prace projektowe lub w trakcie realizacji inwestycji.

Rozsądek to ostatnio „towar” niełatwo dostępny w naszej codziennej rzeczywistości – dotyczy to jednak obu stron: i właściciela (inwestora), i twórcy (architekta).


Korzystanie z utworu wg Prawa autorskiego

Art. 49.
1. Jeżeli w umowie nie określono sposobu korzystania z utworu, powinien on być zgodny z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami.

2. Następca prawny, choćby nabył całość autorskich praw majątkowych, nie może, bez zgody twórcy, czynić zmian w utworze, chyba że są one spowodowane oczywistą koniecznością, a twórca nie miałby słusznej podstawy im się sprzeciwić. Dotyczy to odpowiednio utworów, których czas ochrony autorskich praw majątkowych upłynął.




  arch. Małgorzata Pilinkiewicz
/ architekt IARP, pracownia Archistudio Studniarek + Pilinkiewicz, przewodnicząca Śląskiej Okręgowej IARP


„Chęć posiadania przestrzeni”, dla której architekt znajduje odzwierciedlenie w formie, funkcji, kontekście miejsca i czasu, jest tak wielka, że zmierza do zawłaszczenia myśli twórcy, często zanim ona powstanie.

Dyskusja o prawie architekta do opieki nad jego myślą twórczą, to targowanie się o stopień zaufania, jakim Zamawiający ma obdarzyć twórcę architektury, po jej powstaniu i w trakcie jej życia. Praca architekta sprowadzana jest do zakresu niezbędnego do budowy, a nie do opieki nad myślą twórczą, której konsekwencją jest projekt, inwestycja, a potem użytkowanie i funkcjonowanie obiektu w czasie.

Praktyka „zabezpieczania” się przed prawem twórcy do utworu przez właściciela budynku, to w rzeczywistości prawo do ekonomicznego stanowienia o tym, jak wykorzystać pierwotną myśl twórczą lub ją zmieniać. To brak szacunku do talentu, wysiłku i pracy twórcy oraz nieuzasadniona obawa przed związkiem autora z dziełem, nie bezwarunkowym, lecz logicznym.

Niestety, jako środowisko, uczestnicząc w takich praktykach, nie przyczyniamy się do ochrony tego, co w tym zawodzie najcenniejsze – zaufania do architekta.

 



  arch. Marcin Brataniec
/ architekt IARP, eM4.Pracownia Architektury. Brataniec


Zbudowany obiekt świadczy o umiejętnościach architekta, który go zaprojektował, a jego deformacja może powodować utratę ważnej części dorobku zawodowego, który jest także podstawą funkcjonowania na rynku. Architekt – autor projektu – powinien mieć zatem wpływ na kształt swojej realizacji, także po jego oddaniu do użytkowania. Sprawa bywa trudna, bo nie każdy obiekt wystawia dobre świadectwo autorowi, a próbując oceniać wchodzimy na grząski, subiektywny grunt.
Generalnie uważam, że nadzór architekta w kluczowych kwestiach funkcjonowania budynku jest wskazany, tak jak wskazane są okresowe konsultacje lekarskie, czy interwencja medyczna w przypadku zagrożenia chorobą. Można wyobrazić sobie, że architekt staje się „doradcą użytkowania obiektu” i podpowiada sposoby wprowadzania niezbędnych zmian. Być może nie musiałby to być autor, ale ktoś kto zyska jego akceptację. Ideałem byłoby, by budynek bronił się sam, użytkownik doceniał jakość obiektu i dbał o jej zachowanie, także przez konsultację zmian z autorem projektu, ale ponieważ żyjemy w realnym świecie powinniśmy sięgać do istniejących regulacji – prawa autorskiego i Kodeksu Etyki Zawodowej – i sprecyzować ich zapisy.

O tym, że autor powinien zostać poinformowany o chęci przebudowy – stanowi nasz Kodeks Etyki Zawodowej (KEZA). Przypomnijmy zasadę 4 KEZA: „Architekci (…) mają obowiązek uznawania aspiracji zawodowych i dorobku swoich kolegów oraz poszanowania ich praw. Architekci uznają wkład wniesiony w ich pracę przez innych.” oraz dodatkowo regułę 4.5: „Architekci nie przywłaszczają sobie własności intelektualnej ani nie wykorzystują pomysłów innych architektów, firm lub innych organizacji bez ich zgody.”

Opieram się o ścianę, bo ta ściana istnieje. Nadbudowuję, ponieważ istnieje podstawa. Komponuję nową formę jako kontynuację do tej już istniejącej lub w kontraście do niej. Zatem moje działanie, o ile wpływa na cudzą pracę, wymaga poinformowania o nim autora budynku pierwotnego i uzyskania jego zgody, jeśli narusza jego dzieło.

Praktyka natomiast wskazuje, że w kodeksie brakuje symetrycznego określenia zasad zobowiązujących autora budynku pierwotnego do udzielenia takiej zgody.

 



  dr arch. Izabela Maria Burda
/ architekt, Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej


Kreacja dzieł architektury, jak każda inna działalność twórcza, jest procesem, którego efekty objęte są ochroną. Stanowią o tym przede wszystkim przepisy zawarte w prawie autorskim, ale także prawa zwyczajowe. Można jednak zauważyć, iż o ile w przypadku dokonania ingerencji na przykład w utwór muzyczny, kwestii autorstwa przetwarzanej materii nigdy się nie pomija, to w sytuacji, gdy zaistnieje potrzeba zmiany pierwotnej formy obiektu budowlanego, bywa różnie.

Zrealizowane dzieło architektury w trakcie eksploatacji przestaje być najczęściej postrzegane i traktowane jak dzieło, które w razie konieczności ingerencji w jego strukturę miałoby wymagać odniesienia się do autora projektu. A przecież to przy autorze pozostają niezbywalne osobiste prawa własności intelektualnej. O ile właściciel obiektu nie powierzy więc zadania projektowego właśnie jemu, to powinien przekazać informację o swoich zamierzeniach w celu uzyskania zgody na podjęcie działań.

Z drugiej strony, akceptacja autora dzieła nie powinna stanowić narzędzia ograniczającego możliwości inwestora, zwłaszcza jeżeli obiekt nie odpowiada już potrzebom kolejnych użytkowników i wymaga zmiany funkcji lub jego przebudowa bądź adaptacja okazuje się być konieczna, bo tylko w ten sposób można zapewnić przetrwanie obiektu.

W obu sytuacjach zawodowych powinniśmy zachowywać zdroworozsądkowe podejście – jako potencjalny autor zmian: dążyć do odszukania i poinformowania autora pierwotnej koncepcji o planach, i analogicznie – jako autor zrealizowanego projektu: udzielać zgody na zmiany na racjonalnych warunkach. Takie podejście jest konieczne, aby architekci cieszyli się szacunkiem i uznaniem w społeczeństwie. Przede wszystkim powinni sami siebie nawzajem szanować. Z pewnością sprzyjałoby temu przywrócenie dobrego zwyczaju umieszczania na obiekcie informacji o jego autorze i o dacie realizacji.

 



  arch. Krzysztof A. Nowak
/ architekt IARP, wiceprzewodniczący Mazowieckiej Okręgowej IARP,
KN Studio Architektoniczne


Nie wszystko co realizujemy jako architekci zasługuje na miano „dzieła”, które wymaga ochrony. Zwykle nie projektujemy dla siebie i nie budujemy za własne pieniądze, więc konieczny jest dialog i współpraca z inwestorem. Bez tego nie stworzymy „dzieła”, więc nie będzie czego chronić prawami autorskimi.

Wiem, że jako projektant władzę nad całym procesem budowlanym posiadam jedynie wtedy, kiedy kreuję i wymyślam oraz reaguję twórczo na potrzeby inwestora, a nie wtedy kiedy podpierając się prawami autorskimi, sztucznie próbuję taką władzę zachować. Zadaniem architekta jest nie tylko zaprojektować, ale i zrealizować inwestycję. Projektant jest odpowiedzialny za swoje dzieło dlatego nadzór autorski musi być wykonywany właśnie przez niego.

Po zakończeniu inwestycji i po jej właściwym rozliczeniu nie mam nic przeciwko temu, aby inwestor przejmował prawa materialne i zależne. Co inwestor zrobi z moim „utworem”, to już jego sprawa i szkoda mi czasu, aby to analizować i nad tym się zastanawiać. Czy mój projekt przetrwa próbę czasu, zależy od jego wartości architektonicznej, urbanistycznej i artystycznej oraz od... szczęścia, a nie od tego, czy będzie chroniony prawami autorskimi czy nie.

Będąc projektantem, nie mogę zbyt mocno przywiązywać się do „utworów”, które tworzę. Jako architekt jestem od tego, aby projektować i tworzyć rzeczy wyjątkowe, ale moja praca powinna być mierzona materialnie, czyli podlegać wycenie.

Pracowałem kilkanaście lat w Nowym Jorku w kilku znanych pracowniach architektonicznych i wnętrzarskich. Prawie wszystkie umowy były podpisywane w taki sposób, aby inwestor, jeżeli współpraca nie będzie mu odpowiadała, mógł ją zakończyć po wykonaniu projektu koncepcyjnego. Jeżeli taka sytuacja wystąpiła i inwestor zapłacił za usługę, to nikomu nawet do głowy nie przychodziło, aby walczyć z nim o projektowe prawa autorskie.

Obecnie pracując w Polsce, jeżeli inwestor zleca mi wykonanie projektu koncepcyjnego za 7-15% wartości wykonania całej dokumentacji, to po zapłacie należności za moją pracę przekazuję mu pełne prawa do koncepcji. Nie chcę nadużywać swojej władzy wynikającej z moich praw autorskich, wolę budować relacje oparte na wzajemnym zaufaniu. Na razie taka równowaga w relacjach z inwestorami pomaga mi, a nie przeszkadza w rozwijaniu działalności.Koniec artykułu

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Granice praw autorskich / ring opinii Granice praw autorskich / Ring opinii
Jak daleko idącą władzę nad budynkiem powinien mieć architekt? Gdzie i czy powinna się kończyć możliwość wpływu architekta na zmiany dokonywane w budynku przez właściciela? – dwa pytania i ósemka architektów z różnych obszarów zawodu.
 
Polecamy lekturę Z:A_#48
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.