OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#45  ZA

 

 

Czas koncepcji się opłaca
/ styl współpracy architektów

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

O stylu współpracy projektowej, czyli relacjach architekta z inwestorem i wykonawcą, nadzorze nad realizacją oraz przenoszeniu zagranicznych doświadczeń w procesie projektowania rozmawiamy z architektami Bartłomiejem Kisielewskim i Robertem Strzeńskim z biura Horizone Studio.
       
Czas koncepcji się opłaca / styl współpracy architektów
       
       

Kiedy spotkaliśmy się na poznańskiej Budmie, minął mniej więcej miesiąc od oddania do użytku zaprojektowanego przez was biurowca Ericpol w Łodzi. Kilkakrotnie powtarzaliście wtedy, że darzycie ten budynek wielkim sentymentem, a proces jego realizacji pozytywnie odbiegał od statystycznej średniej. Skąd ten sentyment?
> Bartłomiej Kisielewski: Mamy różne doświadczenia z budowami w Polsce i dlatego możemy chyba powiedzieć, że takiej współpracy i jakości wykonania życzylibyśmy sobie częściej. Myślę, że kiedy ogląda się budynek Ericpol z bliska, uwagę zwracają nietypowe detale różnych jego elementów i staranność ich wykonania, co jak wiadomo zawsze jest efektem kilku czynników.
Przede wszystkim potrzeba odpowiednio opracowanego projektu, czyli architekta, który wie, czego chce i potrafi to przelać na papier. Ale sam projekt nie wystarczy – potem, na etapie realizacji wszyscy muszą być zainteresowani współpracą i mieć poczucie jednego celu. Tym celem powinien być najlepszy budynek, który pozostaje tu na lata.

Skoro współpraca trójkąta architekt--inwestor-wykonawca w tym przypadku była wzorcowa, to na czym polegała jej wyjątkowość?
> Robert Strzeński: Nie nazwałbym jej wyjątkową. Była po prostu taka, jaka powinna być. Celem współpracy architekta, inwestora i wykonawcy powinno być przecież stworzenie dobrego budynku, z którego razem będą dumni. I w przypadku Ericpolu tak się właśnie stało.

Dobrze, to zapytamy inaczej: co podczas realizacji tej inwestycji było najbardziej pozytywne?
> Bartłomiej: Na tej budowie nie było tzw. podchodów, to znaczy jeśli pojawiała się jakakolwiek odmienność zdań lub wytyczne projektu nie były zrozumiałe, to siadaliśmy przy stole, aby wspólnie omówić temat do końca i znaleźć rozwiązanie. Nie było też sytuacji, że poszczególni uczestnicy procesu realizacyjnego byli zaskakiwani postawą drugiej strony. I wreszcie, jeśli ktoś do czegoś się zobowiązywał, to chciał i starał się tego słowa dotrzymać, co na polskich budowach nie zawsze jest regułą.

Potraficie powiedzieć z czego wynikała taka właśnie kultura współpracy?
> Robert: Wydaje mi się, że z wzajemnego szacunku, jaki mieli do siebie wszyscy uczestnicy procesu. Wiedzieliśmy, że przy „stole” mamy z jednej strony świadomego inwestora – firmę Ericpol, która obdarzyła nas, projektantów, zaufaniem, oraz z drugiej strony generalnego wykonawcę – firmę Strabag, wyłonioną w procesie przetargu, która okazała się najlepiej przygotowana do zrealizowania zaprojektowanego przez nas budynku.

Jak w praktyce wyglądał ten proces? W jakim gronie odbywały spotkania, co głównie omawiano, jak bardzo były one „decyzyjne”?
> Robert:
Od strony praktycznej wyglądało to mniej więcej tak, jak przeważnie staramy się prowadzić nasze projekty. Na etapie projektowym na bieżąco dyskutujemy różne rozwiązania w naszym zespole. Około raz na dwa tygodnie staramy się organizować spotkania koordynacyjne z całym zespołem projektantów branżowych oraz z inwestorem. Na wcześniejszych etapach (projekt koncepcyjny, projekt budowlany) kiedy podejmowane są główne decyzje projektowe, udział inwestora jest większy. Z czasem kiedy rozwiązywane są zagadnienia techniczne, wzrasta udział projektantów branżowych.
Na etapie przetargu na wykonanie budynku Ericpol dyskutowaliśmy z inwestorem i generalnym wykonawcą na temat kosztów poszczególnych materiałów. Opracowaliśmy matryce materiałów, które mogą zostać zastąpione tańszymi odpowiednikami oraz tych priorytetowych, co do których nie dopuszczaliśmy zamienników. Na etapie budowy często wracaliśmy do tej listy i wszyscy staraliśmy się jej przestrzegać. Oznacza to również, że po zamknięciu etapu przetargu i negocjacji, już podczas realizacji, nie było praktycznie większych zmian w materiałach.

Czyli pełniliście nie tylko rolę wykonawcy projektu, ale także ściśle nadzorowaliście realizację... Często wizytowaliście budowę?
> Robert:
Spotkania na budowie odbywały się co tydzień i były konstruktywne. A byliśmy obecni na budowie Ericpola przez cały jej okres – praktycznie od pierwszego do ostatniego dnia budowy, czyli około 18 miesięcy.
Oprócz cotygodniowych wizyt, w porozumieniu z inwestorem, na bieżąco reagowaliśmy też z biura na wszystkie pojawiające się na budowie zagadnienia. Uniknęliśmy w ten sposób jakichkolwiek opóźnień i budynek został oddany zgodnie z harmonogramem.
Nie wyobrażam sobie budowy dobrego budynku tej skali, odpowiadającego projektowi, bez regularnych nadzorów projektanta. Żaden, nawet najlepiej opracowany projekt nie wystarczy, aby wybudować dobry budynek. Część decyzji projektowych podejmuje się zawsze w trakcie realizacji.

Czy wasz styl pracy projektowej można już nazwać procesem zintegrowanego projektowania?
> Bartłomiej:
Projektowanie zintegrowane, które już na bardzo wczesnym etapie koncepcyjnym angażuje specjalistów wielu dziedzin i bierze pod uwagę różne zagadnienia, wciąż definiując funkcję i kształt budynku, jednocześnie uwzględniając np. rozwiązania instalacyjne, koszty, etc. jest na pewno tym do czego dążymy.
Korzystamy tu z naszych wcześniejszych doświadczeń. Jedną z cech naszego stylu projektowania jest wchodzenie dość głęboko w zagadnienia, jakie mogą pojawić się dopiero w następnych etapach. Uważamy, że odpowiednio długi czas na koncepcję i jej dopracowanie jest niezwykle istotny i po prostu się opłaca.
To na etapie koncepcji zapadają główne decyzje. Nie w każdym projekcie jest to możliwe. W wypadku budynku Ericpol tak się stało. Ale jeszcze lepszym przykładem jest wykonywany przez nas obecnie projekt nowego Ratusza Marszałkowskiego w Krakowie. Tam najpierw poświęciliśmy 4 miesiące na koncepcję konkursową, mając kilka wielobranżowych „burz mózgów” decydujących np. o wyglądzie fasad, a potem kolejne 3 miesiące na tzw. koncepcję pokonkursową. Od samego początku ratusz miał być budynkiem „zielonym”, więc od pierwszego dnia w projekcie uczestniczył konsultant ds. budownictwa zrównoważonego. To zainwestowanie czasu w różnego rodzaju analizy przynosi teraz efekty.

Skoro mówimy o projektowaniu zintegrowanym, to czy korzystaliście z oprogramowania BIM?
> Bartłomiej:
Ostatnio wprowadziliśmy do biura oprogramowanie BIM i używamy go dla ułatwienia koordynacji międzybranżowej. Projektanci branżowi twierdzą, że zaprojektowanie instalacji w garażu podziemnym, gdzie chowamy większość urządzeń instalacyjnych, nie byłoby możliwe bez 3 wymiarów. Z drugiej strony traktujemy to jako narzędzie i nowy wymóg rynku, a nie jako coś co ma zmienić architekturę.

Nie sądzę, aby sens miało zmuszanie wszystkich do pracy z użyciem BIM. Rynek zdecyduje, jak dalece ten sposób pracy się przyjmie. Dla przejścia z rysowania ręcznego na komputerWaszym zdaniem BIM powinien być obligatoryjną przyszłością?
> Bartłomiej:
owe (tak, pamiętamy jeszcze projekty kreślone ręcznie) nie były potrzebne specjalne dyrektywy UE.

Wspomnieliście, że nie wyobrażacie sobie realizacji budowy bez nadzoru architekta. Co sądzicie o pełnieniu nadzoru autorskiego przez innego projektanta?
> Robert:
Nadzór autorski jest takim samym etapem projektowym jak projekt budowlany czy wykonawczy. Nie wyobrażamy sobie, aby było możliwe wybudowanie budynku zgodnego z projektem bez udziału na budowie architekta będącego autorem projektu. Dywagacje na temat sprawowania nadzoru autorskiego przez innego architekta, nie będącego autorem projektu, są dla nas absurdem rynku polskiego. Nikt świadomy, kto rozumie proces projektowo-budowlany, nie jest w stanie wysnuwać takich hipotez. Dla nas jest to nie do przyjęcia.
> Bartłomiej: Obecność architekta na etapie realizacji jest sprawą podstawową. To projektant wie, dlaczego podejmował konkretne decyzje projektowe i jaki efekt chce osiągnąć. Nie mówiąc już o tym, że nikt nie zdejmie z niego odpowiedzialności za projekt. To musi znajdować odzwierciedlenie w udziale autora projektu na budowie. Odpowiednio intensywnym udziale. Czy ktoś, kto „dogląda” budowę, nie mając nic wspólnego z projektem, weźmie prawną odpowiedzialność za całość projektu? Według mnie podobne propozycje świadczą też o braku zrozumienia istoty procesu.
W krajach, w których praktykowaliśmy, byłoby to nie do pomyślenia – pamiętam sytuacje, np. podczas budowy w Hamburgu, gdzie generalny wykonawca kilkukrotnie próbował zamienić rozwiązania fasadowe, ale nie przyszłoby mu do głowy, aby zmian dokonać bez pełnej akceptacji autora projektu.

Przed założeniem Horizone Studio, swoje doświadczenia zawodowe zbieraliście za granicą – m.in. w Irlandii i Niemczech. Jak tam pracują architekci? Jak kształtują swoje relacje z klientem-inwestorem? Za co odpowiadają podczas powstawania inwestycji?
> Robert:
W Irlandii rola architekta znacznie odbiega od polskich realiów. Architekt ma zdecydowanie więcej czasu na sam proces projektowy. W biurach role są dość wyraźnie podzielone. Architekci projektują, natomiast technicy architektury zajmują się opracowywanie detali technicznych.
Sam architekt nie poświęca też tak dużo czasu na „bieganie po urzędach”, jak ma to miejsce w Polsce. Sprawami urzędowymi zajmują się tam głównie niezależne firmy zewnętrzne, tzw. konsultanci planistyczni. Sam proces planistyczny jest również dużo jaśniejszy i mniej skomplikowany. Plany miejscowe pokrywające 100% kraju opracowywane są co 5 lat.
Proces uzyskiwania pozwolenia na budowę jest również dużo mniej skomplikowany. Nie wymagane są na tym etapie projekty branżowe. Architektoniczny projekt budowlany uzgadnia się głównie z urzędnikami w wydziale planowania urzędu miasta w odpowiednim hrabstwie oraz w jednostce straży pożarnej. Rola architekta jest jednak dużo bardziej rozbudowana na etapie przetargu. To architekt najczęściej zbiera oferty od wykonawców i te najlepsze rekomenduje inwestorowi. Architekt „czuwa” też nad realizacją i przestrzeganiem kontraktu zarówno przez wykonawcę, jak i inwestora.
> Bartłomiej: Jeśli miałbym porównać proces projektowy w Polsce i w Niemczech, to pierwszą rzeczą, na którą zwróciłbym uwagę jest fakt, że u naszych zachodnich sąsiadów proces ten jest dużo bardziej przewidywalny. Ta przewidywalność jest ważna nie tylko dla architekta, ale przede wszystkim dla inwestora, który zanim rozpocznie inwestycję musi stworzyć wiarygodny biznesplan.
W Niemczech przewidywalność rozpoczyna się od planów miejscowych, a kończy np. na uzgodnieniach nietypowych rozwiązań z komendą miejskiej straży pożarnej, która odbiera budynek. Już na etapie projektowania wszystko jest wyjaśnione i pisemnie uzgodnione przez tego samego strażaka, który za kilka lat przyjdzie odebrać budynek. Nikt, również straż pożarna, nie pozwoliłby sobie na interpretowanie przepisów, gdy budynek jest już zrealizowany.

Jak postrzegacie pracę architektów w Polsce na tle tamtych krajów?
> Bartłomiej:
Minęło ponad pięć lat od naszego powrotu do Polski i założenia Horizone Studio. Jako że opracowujemy projekty, które są realizowane, doświadczamy wszystkich „przyjemności” związanych z rodzimą biurokracją, która pochłania ogrom czasu.
Uważamy, że zachwiane są proporcje między projektowaniem a sprawami formalnymi. Chcielibyśmy też, aby dla przeciętnego inwestora podczas wyboru architekta liczyła się przede wszystkim jakość architektury i usługi projektowej, która decyduje o tym, jak budynek będzie wyglądał po realizacji. Czasami mamy wrażenie, że nie wszyscy chcą widzieć tę zależność.
Z drugiej strony myślę, że Polska oferuje ogromne perspektywy rozwoju, a jakość architektury poprawia się w wyjątkowym tempie. To zresztą była jedna z głównych motywacji, aby wrócić pod koniec 2009 roku. Wierzymy, że mamy tu pracy na kilkadziesiąt lat.

Jakie praktyczne działania przenosicie na polski grunt z tych zagranicznych doświadczeń?
> Robert:
Staramy się jak najwięcej słuchać głosów z różnych stron. Bierzemy pod uwagę opinie inwestorów, ale też lokalnej społeczności. Staramy się przewidywać, w jakim kierunku powinien rozwijać się obszar, gdzie tworzymy budynki. Innymi słowy działać tak, jakbyśmy projektowali w normalnej, zurbanizowanej przestrzeni, dla której kompetentni urbaniści przygotowali spójne plany miejscowe. W polskim chaosie przestrzennym to bardzo trudne.

Średnia wieku architektów w waszej pracowni wynosi...?
> Robert:
Jesteśmy stosunkowo młodą pracownią, jednak większość z nas ma długie, bo około dwudziestoletnie, doświadczenie zdobyte zarówno w Polsce, jak i na innych europejskich rynkach. W naszym biurze pracują osoby w wieku od dwudziestu kilku do czterdziestu kilku lat. Myślę, że wszyscy doskonale się uzupełniamy i tworzymy konstruktywny, energiczny zespół. Koniec artykułu

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Polecamy lekturę Z:A_#45
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.