OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#42  ZA

 

 

 

Pamięci stu milionów
/// z arch. Andrzejem Pawlikiem rozmawia Sebastian Osowski /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Komunizm pochłonął sto milionów ludzkich istnień, a każde istnienie to przecież jeden wszechświat... Dzięki oryginalnemu pomysłowi na unaocznienie skali tej zbrodni i zmaterializowanie abstrakcyjnego pojęcia tak niewyobrażalnie wielkiej liczby, trójka Polaków wygrała konkurs ogłoszony przez kanadyjski rząd. Publikujemy oczywiście opis autorski projektu Pomnika Ofiar Komunizmu, ale rozmowę z jednym z jego współautorów poświęcamy głównie procedurze samego konkursu. Pełnej szacunku dla startujących projektantów...
       
Pamięci stu milionów
       
       

W grudniu ubiegłego roku, trójka Polaków z adresami: Toronto, Nowy Jork i Warszawa, wygrała dwuetapowy konkurs na pomnik Ofiar Komunizmu w Ottawie. Pamięta pan swoje pierwsze uczucie po ogłoszeniu wyników?

> Zaskoczenie. Miałem wprawdzie świadomość oryginalności naszego projektu, ale właśnie oryginalność mogła okazać się wadą, bo odbiegał on od tradycyjnych wyobrażeń tego typu obiektów. Nasza propozycja pomnika ofiar komunizmu była bowiem pierwszą na świecie próbą stworzenia monumentu, w którym liczba, spekulatywny abstrakt, w dodatku przez swą niewyobrażalną wielkość (sto milionów ofiar), przybrała realną formę, wielkością odpowiadającą tej liczbie.

 

Pytanie jak doszło do waszej współpracy brzmi może banalne, ale interesujący jest w nim z pewnością wątek modelu pracy, jaki przyjęliście – bo nie spotkaliście się ze sobą ani razu...

> Mieliśmy pewne doświadczenie z pracą na odległość, choć nie aż w tak radykalny sposób, jak w tym przypadku. Z Wojtkiem Gorczyńskim, prywatnie moim szwagrem, współpracowaliśmy przy jego projekcie ambasady Kanady w Warszawie. Ale spotkania i najistotniejsze koordynacje ze stroną kanadyjską odbywały się wówczas w Warszawie. Z kolei z Januszem Kapustą wykonałem konkursowy projekt na pomnik Farenheita, za który dostaliśmy wyróżnienie oraz projekt pomnika w konkursie na pomnik ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Już po rozstrzygnięciu dowiedziałem się od jednego z zaskoczonych, zachodnich jurorów, że jak na gusta polskich jurorów zaprojektowany pomnik był zbytnio oryginalny. Z tym, że zostały one w większej części wymyślone w czasie jego pobytu w Warszawie. Natomiast wygrany konkurs na MVOC sprowadził się do relacji realizowanych wyłącznie dzięki szerokim możliwościom, jakie stwarza dzisiaj narzędzie pracy w postaci komputera.

 

Uważa pan, że to jest znak czasów. Nowych możliwości uprawiania zawodu?

> Myślę, że z czasem tradycyjne biura będą zanikać, a jedynym warunkiem pracy w sieci będzie nasza rzetelność i samodyscyplina. Widzę także i wady – przeniesienie pracy do domu i świadomość uczestników procesu projektowego, że w zasadzie partnerzy są dostępni przez cały czas, może rozmywać czytelny podział na czas pracy i prywatności.

 

 

W tym kontekście warto powiedzieć Czytelnikom z jakich roczników jesteście…

> Wojtek jest z rocznika 56., Janusz 51., a ja weteran „polskiego architektonicznego Waterloo” z 50-tego.

 

W jaki sposób podzieliliście zadania i jak często konsultowaliście postępy w projekcie?

> Nie było jakiegoś specjalnego podziału na ściśle określone zadania, jako że w fazie koncepcyjnej liczy się przede wszystkim głowa i dialog. Każdy, nawet pozornie głupi pomysł może być dla drugiego inspirujący. Dlatego „spotykaliśmy się” prawie codziennie.

Pierwszy raz dane mi było mieć do czynienia z tak profesjonalnie przygotowanymi
warunkami konkursu. Precyzyjnie określono wymagania i zakres opracowania,
pokazano wszystkie możliwe relacje architektoniczno-urbanistyczno-krajobrazowe
i techniczne. Dołączono katalog „dobrych praktyk” podając przykłady wielu pomników
poświęconych podobnym tematom. A także informacje o budżecie, honorarium
za projekt i nadzór, zwrocie kosztów dla zespołów dopuszczonych do drugiego etapu,
a nawet zwrocie kosztów podróży...

 

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.


Memorial to the Victims of Communism (MVOC), CANADA LAND OF REFUGE / opis autorski 1/4

Komunizm był zbrodnią. Nie ma takiego symbolu, który byłby w stanie upamiętnić realność ogromu tej zbrodni, bowiem każdy symbol ma jedno znaczenie dosłowne i różną liczbę znaczeń ukrytych. Największym dramatem komunizmu jest ciągle maskowana i nadal nieuświadomiona liczba ofiar tego ustroju. Systemu, który przeorał 45 krajów i który nadal funkcjonuje, w mniej lub bardziej groźnej formie, w niektórych państwach. I choć w większości państw komunizm upadł, to jego dewastacyjne skutki w ludzkiej psychice i gospodarce trwać będą jeszcze długo.

Komunizm pochłonął sto milionów ludzkich istnień, a każde istnienie to przecież jeden wszechświat. Unicestwiono zatem sto milionów wszechświatów. Podstawowym założeniem naszego projektu stało się ujawnienie skali tej niepojętej zbrodni, unaocznienie i zmaterializowanie abstrakcyjnego pojęcia, jakim jest w ogóle liczba, tym bardziej tak niewyobrażalnie wielka jak sto milionów.

Człowiek miał i ma kłopot z wyobrażeniem sobie wielkiej liczby. Pierwotne społeczeństwa potrafiły liczyć do czterech, a wszystko, co było powyżej tej liczby, określano słowem „mnóstwo”. Zobaczyć – to zrozumieć. Zobaczyć i dotknąć – to zrozumieć i przerazić się tym porażającym „mnóstwem”. Temu celowi podporządkowaliśmy cały nasz projekt, bo tak wielka liczba tylko napisana lub wypowiedziana, czyni nas bezradnymi a przez to obojętnymi, w myśl stwierdzenia największego komunistycznego mordercy Józefa Stalina: „jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka”.

Ta „statystyka” przez swój ogrom, przez świadomość, że każde „jeden” to niepowtarzalne ludzkie istnienie, stawia wobec wartości estetycznych pomnika zupełnie inne wyzwanie. Dlatego, dla unaocznienia tej burzącej porządek świata zbrodni, zasady kompozycyjne pomnika oparliśmy na „złotym podziale”, naczelnej zasadzie przyrody i wielkiej sztuki, by forma przywracała utraconą harmonię.

Idea: cmentarz stu milionów

Gdyby jednemu życiu przypisać 1 centymetr kwadratowy pamięci, wtedy na jednym metrze kwadratowym zmieściłoby się dziesięć tysięcy upamiętnionych istnień ludzkich. I gdyby z tych metrów kwadratowych zbudować wielki „cmentarz” w kształcie kwadratu o boku 100 metrów, to ta hektarowa powierzchnia składająca się z centymetrowych elementów, „pikseli”, pokazałaby i uzmysłowiła rozmiar tragedii komunistycznej zbrodni.

By zmieścić ten „cmentarz pamięci” na zadanym terenie oraz nadać mu przestrzenny wyraz – płaszczyznę złożoną ze stu milionów małych kwadratów „pofałdowaliśmy” ostro nachylonymi ścianami. Każdej z anonimowych płyt nagrobnych – wielkości odcisku małego palca – nadaliśmy formę ściętej piramidy, tym przestrzennym krojem artykułując je z płaszczyzny. A chcąc cały nasz zamiar uczytelnić, poprzez rozpoczęcie narracji od pojedynczego elementu, plan tej części pomnika uformowaliśmy w kształt trójkąta.

 

 

Memorial to the Victims of Communism (MVOC), CANADA LAND OF REFUGE / opis autorski 2/4

Ścieżki: tablice pamięci

Przechodząc pomiędzy fałdami stworzonych w ten sposób powierzchni, trudno oprzeć się przytłaczającemu poczuciu przerażenia. Wysokość ścian, ograniczona przestrzeń, ciasne przejście i jedna tylko droga do wyjścia. A wokół setki tysięcy kwadratowych elementów, z których każdy pojedynczy to jedno unicestwione życie. Przypadkowo nie nasze. To przestrzeń kontemplacji, ów dokument „mnóstwa”. Wchodząc pomiędzy „fałdy” pamięci i mogąc dotknąć pojedynczego „piksela”, stanowiącego rodzaj symbolicznej tablicy nagrobnej poświęconej każdej ze 100 milionów w większości anonimowych ofiar pogrzebanych w nieznanych miejscach i w różnych krajach, musimy wzruszyć się i przerazić namacalnym, uwidocznionym obrazem doktryny wykreślającej pojęcie Osoby.

 

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.


 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_#42
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 

 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.