OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| FELIETON ZA  |
|_#41  ZA

 

 

Moja nowa marka
vel Architekt Alfa

/// arch. Piotr M. Glegoła, architekt IARP /// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Jak promować samego siebie będąc architektem? W dzisiejszych czasach nie da się nic sprzedać bez promocji. Ale jak sprzedawać siebie? Oczywiście skojarzenie z pewną dzielnicą Amsterdamu jest tutaj niestosowne – chodzi o sztukę przecież.
       
Moja nowa marka vel Architekt Alfa
       
       

Pierwszy pomysł, jaki mi przyszedł do głowy – będący parafrazą pewnego rysunkowego dowcipu Andrzeja Mleczki – aby chodzić od jednej osoby do drugiej z zapytaniem „przepraszam, jestem architektem, czy mogę Pani/Panu coś zaprojektować?” odrzuciłem. Koncepcję, aby to samo napisać na karteczce i rozdawać z breloczkiem też odrzuciłem... bo z jakim niby breloczkiem? Kiedy wyrzucałem małą kolorową reklamę, znalezioną za wycieraczką samochodu, pomyślałem, że przecież tyle rzeczy albo części ciała reklamuje się skutecznie „gołą babą”, że może mój talent, umiejętności oraz doświadczenie też by można spróbować. Jednak i ten pomysł odrzuciłem, bo konkurencja w reklamowaniu się „gołą babą” jest jednak zbyt duża – wiertarki, cement, rury kanalizacyjne, a nawet gołe baby reklamujące po prostu gołe baby... długo by wymieniać.

Spojrzałem w lustro i rozejrzałem się smętnie po mojej pracowni oraz mieszkaniu. Czy tak pracuje i mieszka współczesny architekt? Ja, ubrany jakoś tak szaro, bezosobowo, a w mieszkaniu żadnego szkła czy aluminium. Ani stali nierdzewnej, ani egzotycznego drewna, ani nawet ledowego oświetlenia. Wszystko jakieś takie tradycyjne... rzekłbym w 90 procentach wręcz przedwojenne. W dodatku to wcale nie loft, choć wiadomo, że architekci żyją i pracują w loftach. Nic dziwnego, że nie mam zleceń. No właśnie... Przypomniał mi się fragment książki opisującej pewną przedwojenną sytuację – pierwsze wrażenie autora, który odwiedził siedzibę pewnego klubu w podziemiach Hotelu Europejskiego w Warszawie. Nie pamiętam niestety, czy chodziło o Grupę Preasens czy jakiś klub futurystów, ale nie jest tu ważna dokładność lecz konkluzja, że oto panowie ci, o których uczymy się w szkołach, których piękne dzieła podziwiamy, a ich samych znamy z ładnych, fotogenicznych reprodukcji w encyklopediach, gdzie prezentują się pod krawatem, tam oto siedzieli – według wspomnień autora tej książki – w pomalowanym pstrokato na czerwono, pomarańczowo czy zielono pomieszczeniu wśród dziwnych w formie mebli, z nogami na stole, dyskutując we frywolnej atmosferze przy winie i w oparach tytoniu o sztuce i jej przesłaniu. A u mnie w pracowni? Ściany nudno białe, nie walają się butelki po winie, nawet palenie właśnie niedawno rzuciłem... aż wstyd.

Postanowiłem samopromocję zacząć od siebie a potem od miejsca pracy, całość mieszkania zostawiając na koniec z dużym znakiem zapytania albowiem, pomijając dostępność funduszy po pierwszych dwóch zmianach, jakoś nie odczuwam potrzeby, aby mieszkać tak jak architekci w filmach. Zresztą – po przemalowaniu ścian pracowni będę musiał gdzieś odpocząć...

A skoro „ja” na początek, to najważniejszy jest oczywiście efekt pierwszego kontaktu. Ubiór współczesnego architekta wygląda zwykle jak flaki z olejem – marynarka, koszula bez krawata (często w modną podobno kratę i nierzadko flanelowa) oraz jeansy. Niektórzy bardziej odważni, zwykle w średnim wieku, decydują się na wariant „zaginiony w akcji w Wietnamie” albo „byłem rockmanem”. Jest też wersja lekko elegancka „byłem na pogrzebie i nie zdążyłem się przebrać”, polegająca na monotonnym bezpiecznym i uniwersalnym czarnym kolorze wszystkiego, co się nosi na sobie a widać – i może nawet też tego czego nie widać. Przyznam się, że mam w szafie cztery takie zestawy, ale przecież szukam czegoś innego.

No i jak zauroczyć klienta, który ma wszystko i na wszystko go stać? Jak wypromować siebie ubiorem w takim „targecie”? Tylko tym na co on nie może sobie pozwolić, a my architekci możemy! Bo jesteśmy przecież – co podkreślam kiedy się da – „artystami tworzącymi budowle”, a artyście się wiele wybacza.

Zacząłem zatem na budowy jeździć motocyklem. Na allegro zakupiłem używany sprzęt, składający się ze znoszonej kurtki skórzanej (która zaliczyła kilka przytarć o asfalt) z ochraniaczami ramion, łokci i kręgosłupa, upodobniającymi mnie do gracza w football amerykański, trochę podartymi jeansami o przedziwnym kroju („tryśnięte” kevlarem od spodu), no i kask oczywiście – ze stylizowanym rysunkiem feniksa (HJC-FC14, cena 150 zł). Wizerunku dopełniły kontraktowe buty brytyjskich jednostek specjalnych (Assault Botts, 199 zł nowe – uprzedzam, że czas ułożenia na nodze to 1 rok + 1,5 litra specjalnych zmiękczających płynów różnych firm stosowanych systematycznie co tydzień) i rękawice snajperów Legii Cudzoziemskiej (17 zł + przesyłka).

W tych utensyliach pojechałem na pierwszą budowę. Sprawy związane z nadzorem zostały załatwione szybko i niecierpliwie, podobnie jak rozliczenie wizyty przez klienta. Większą część spotkania zajęła m o j a (!) opowieść o parametrach mojego motocykla, mojego ubioru, a także moja historyjka (to specjalnie przygotowany rodzynek) o corocznych zawodach w Stanach Zjednoczonych w jeździe na tyłku po asfalcie w jeansach podszytych kevlarem... Podobno obecny rekord to 130 km/h.

Nikt ze mną nie dyskutował, że nadzór za krótki, że za dużo wziąłem itd. Wszyscy byli zadowoleni. Na koniec klient poprosił o wspólne zdjęcie w moim pełnym rynsztunku, w kasku i w słonecznych okularach – jak powiedział, a czego do końca nie rozumiem – „aby pokazać znajomym”(?). Okulary to Ray Ban będący kontraktowym wyposażeniem armii holenderskiej z najostrzejszym jaki widziałem zestawem filtrów UV (35 zł + przesyłka).

Wszystko szło dobrze póki nie padało i było przynajmniej +5 stopni... Ale od czego inteligencja i wykształcenie. Wpadł mi do głowy pomysł, by sięgnąć do źródeł modernizmu – przecież mój ulubiony międzywojenny architekt Józef Szanajca jeździł sportową Tatrą! (ciekawy jestem, czy była to legendarna Tatra T77?). Zadzwoniłem więc do pewnego znajomego znajomych, który sprowadza samochody zza Odry. Zażądałem bez ogródek sportowego auta, najlepiej dwuosobowego kabrio ze sztywnym zdejmowanym dachem. Podsumowałem zamówienie – co bardzo istotne – aby samochód był kompletnie niepraktyczny. Znajomy znajomych zmartwił się moim budżetem i następnie myślał jakiś tydzień, ale…. udało się. Znalazł to, czego mi potrzeba.

Niestety nie mogę zdradzić, co znalazł, ze względu na czynnie wykonywany zawód – mimo koleżeństwa w izbie jesteśmy przecież konkurentami... Zdradzę tylko, że w oczekiwaniu na to co wybrałem, kupiłem już skórzaną pilotkę z koziej skóry, kontraktową kurtkę pilotów US Navy na kożuszku i gogle... Nadmieniam, że nie czekam na samolot, ale osiągi ma „to” podobne.

Niestety na zmiany w pracowni już nie starczy budżetu i na mieszkanie też nie... Ale nie są mi teraz potrzebne. Najwyżej przemaluje się ściany na odblaskowy pomarańcz. W każdym razie jeśli nie znajdę nowych zleceń, to dzięki mojemu nowemu zawodowemu emplois zawsze będę mógł „to coś” wynajmować do ślubów. Koniec artykułu

 

 
Polecamy lekturę Z:A_#41
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 

 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.