OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| TECHNIKA W ARCHITEKTURZE ZA PROMOCJA |
|_#38  ZA

 

O nowej jakości poprzemysłowych terenów Warszawy
/// dr inż. arch. Ewa Widera, architekt IARP /// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Wysoka efektywność gospodarcza, nowe technologie, relokacja produkcji przemysłowej i inne czynniki uwalniają dotychczasowe tereny przemysłowe, umożliwiając przeznaczanie ich pod nową zabudowę. Proces ten odbywa się na całym świecie. Zauważalny jest więc również w Warszawie.
       
O nowej jakości poprzemysłowych terenów Warszawy
       
       

W stolicy przekształceniom ulegają coraz to większe obszary poprzemysłowe, zwłaszcza, że w większości są to tereny położone atrakcyjnie wobec centralnych części miasta, dobrze skomunikowane, wyposażone w obiekty infrastruktury społecznej w bliskim jego sąsiedztwie.
Wszystkie te czynniki powodują znaczący napór inwestycyjny ze strony deweloperów i nie tylko. Takim przeobrażeniom obecnie podlega między innymi dawny Żoliborz Przemysłowy, Służewiec Przemysłowy, Wola czy tzw. bliska Wola. Jest to proces wyrazisty, dynamiczny, oddziałujący na całe miasto, zwłaszcza na jego krajobraz.

Nic w tym nurcie nie ma zaskakującego, są to przekształcenia, które porządkują w większości zaniedbane, zdegradowane tereny, często położone w otoczeniu już ukształtowanej zabudowy. I choćby z tego punktu widzenia jest to działanie pozytywne. Pytanie jednak, czy my, architekci i urbaniści panujemy nad tymi przekształceniami? Czy proponowana jakość tych przemian to świadoma architektura? I wreszcie: czy jakość proponowanych przekształceń gwarantuje ład przestrzenny?

Planowanie przestrzeni

Z pewnością dobry (i podkreślam tu słowo dobry – w szerokim jego znaczeniu) plan zagospodarowania przestrzennego jest gwarantem zapewniającym ład przestrzenny. To MPZP powinien określać politykę przestrzenną dla tych terenów, uwzględniając potrzeby społeczności, do której jest on adresowany, określając niezbędną infrastrukturę, w tym tworzenie przestrzeni publicznych i ich powiązań, która zaspokoi najważniejsze wymagania jego przyszłych użytkowników.

Tymczasem niektóre z tych terenów przekształcane są w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy, które w sposób szczegółowy wyznaczają parametry przyszłej zabudowy na podstawie tzw. analizy obszarowej, której wyniki adresowane są do konkretnej nieruchomości (czytaj: konkretnego inwestora). A jednocześnie szczegółowe zapisy WZ odnoszą się nie tylko do planowanej zabudowy, ale określają również bezpośrednie otoczenie przyległych przestrzeni publicznych.

Teoretycznie nie ma tu nic zaskakującego. Niestety w praktyce zdarza się, że zaskakujące bywają proponowane rozwiązania, wyraz architektoniczny, jakość architektury, dobór kolorystyczny czy materiałowy, a nawet forma (choć rzadziej).

Wyzwania i wątpliwości

Humanizacja odzyskiwanych terenów poprzemysłowych, ich porządkowanie, są wyzwaniem nie tylko dla architektów i urbanistów. W tym procesie powinny uczestniczyć władze lokalne, społeczność, a wspólnie podjęte decyzje winny przekładać się na nową jakość przestrzeni, która jest dobrem wspólnym, ale też wspólną odpowiedzialnością.

Nowe inwestycje niewątpliwie służą poprawie jakości przestrzeni, ale czy zawsze uzyskujemy jakość nie budzącą wątpliwości? Taką, która w sposób świadomy, decyzyjny i profesjonalny porządkuje znaczące obszary miasta? Krajobraz powinien być różnorodnie ciekawy, inspirujący, ale jednocześnie nie może być nużący w swoim odbiorze, ani też na swój sposób agresywny.
Tymczasem w Warszawie, jak „grzyby po deszczu” wyrastają kolejne inwestycje na kolejnych uwalnianych nieruchomościach poprzemysłowych. W większości są to zespoły mieszkaniowe, większe lub mniejsze kompleksy, z przyziemiem usługowym od strony przyległych ulic. Zasadą staje się ich wygrodzenie w obrębie swoich własności, co w przypadku niewielkiej działki przestrzennie praktycznie nie ma znaczenia, ale w przypadku większych obszarów jest z wielu względów uciążliwe i nie do zaakceptowania.

 

A architektura...?

Stworzenie charakteru dla projektowanego budynku czy kompleksu zabudowy wymaga od projektanta właściwego spojrzenia na kontekst miejsca, na jego bezpośrednie i dalsze sąsiedztwo, wymaga określenia takiej przestrzeni, która wprowadzi kolejne „dzieło” w zastaną przestrzeń.
Problem w tym, że w przypadku zabudowy na terenach poprzemysłowych taki kontekst, do którego należałoby się odnieść we właściwy projektantowi sposób, cokolwiek miałoby to znaczyć, nie istnieje lub też przeznaczony jest... do rozbiórki.

Poza tym realizacja zarówno procesu projektowego, jak i inwestycyjnego często odbywa się w tym samym przedziale czasowym. Jednocześnie powstają też zamysły projektowe na działkach sąsiednich, wydawane są kolejne pozwolenia na budowę... Niestety dzieje się to bez żadnych, wzajemnych relacji przestrzennych.

I tak powstaje nowa ulica, której pierzeje na znacznych fragmentach są „zlepkiem” kolejnych zamierzeń inwestycyjnych, czasami o bardzo różnorodnym wyrazie architektonicznym, o zbyt „dosłownej” kolorystyce, a nawet formie.

Nie mam tu na myśli dążenia do stworzenia jednolitego charakteru osiedli, kwartałów zabudowy, czy pierzei nowo powstających ulic, tak jak to miało miejsce w okresie tzw. „wielkiej płyty”. Znamy wszyscy skutki i charakter osiedli, jakie wyznaczyła i nadal wyznacza. Na szczęście ten okres mamy już za sobą, ale... co w zamian?

Czy zachłyśnięcie się „swobodą twórczą”, dostępnością różnorodnych materiałów, technologii i ich jakości nie powoduje swojego rodzaju deprecjacji architektonicznego myślenia jako całości odbioru przestrzennego?

Z pewnością konieczna jest współpraca projektantów i jednostek administracyjnych w celu wypracowania wspólnej polityki przestrzennej i architektonicznej na tych terenach, która zapewni oczekiwaną jakość krajobrazu, przestrzeni publicznej, a zwłaszcza architektury.

mgr inż. Władysław Pawłowski – doradca sprzedaży projektowej Isover

W przypadku projektu Espresso musieliśmy rozwiązać problem izolacji klatek schodowych. Ze względu na wymaganie dotyczące przegród pomiędzy pomieszczeniami ogrzewanymi a nieogrzewanymi – U(max) =1,0 W/(m2K), konieczne było, biorąc pod uwagę konstrukcję ścian, zastosowanie izolacji (same ściany nie spełniały wymaganego U(max)). Dzięki użyciu 5 cm Fasotermu NF pokrytego tynkiem cienkowarstwowym, powierzchnia klatek schodowych została zmniejszona nieznacznie, umożliwiając spełnienie warunków technicznych zarówno jeśli chodzi o wymagania cieplne, jak i o wymagania dotyczące bezpieczeństwa ppoż (odpowiednia szerokość biegów została zachowana). Zasadność i poprawność tego rozwiązania pod względem zagadnień cieplno-wilgotnościowych, została potwierdzona przez Biuro Doradztwa Technicznego Isover przy użyciu własnego oprogramowania. W obiekcie tym zastosowano również Fasoterm NFV gr. 10 cm jako izolację stropów garaży.

 

mgr inż. Anna Gil
– kierownik Biura Doradztwa Technicznego Isover

Nowe Warunki techniczne obowiązujące od stycznia 2014 roku postawiły również przed nami nowe wyzwania dotyczące zastosowań systemów Isover. W poprzedniej wersji rozporządzenie nie różnicowało wymagań dla ścian wewnętrznych pomiędzy pomieszczeniami ogrzewanymi a nieogrzewanymi, klatkami schodowymi lub korytarzami. Wynosiło ono U(max) =1,0 W/(m2K).
Obecnie należy spełnić wymaganie dla UC(max) – czyli uwzględniamy poprawki na pustki powietrzne w warstwie izolacji, łączniki mechaniczne oraz opady w przypadku dachu o odwróconym układzie warstw. Jednocześnie w przypadku ścian wewnętrznych oddzielających pomieszczenia ogrzewane od nieogrzewanego UC(max) = 0,3 W/(m2K), a nie tak jak poprzednio 1,0. Przystępując zatem do obliczeń izolacji ścian klatki schodowej musimy obecnie również wiedzieć jaka temperatura tego pomieszczenia jest projektowana.

 

W poszukiwaniu jakości

Bez wątpienia, każdy z projektantów prowadzi w swoim zakresie poszukiwania wyrazu architektonicznego dla projektowanych budynków, starając się uzyskać ich właściwe relacje z kontekstem otoczenia. Pewne jest jednocześnie, że wielorodzinna zabudowa mieszkaniowa, charakteryzuje się właściwym dla niej charakterem powtarzalności.

I właśnie w kierunku próby przełamania tej charakterystycznej „typowości” szły nasze poszukiwania architektury w przypadku inwestycji Espresso, zaprojektowanej dla firmy Ronson Development na warszawskiej Woli.

Stąd zaproponowana różnorodność otworów okiennych, ich nietypowe umiejscowienie, oraz uzupełnienie elewacji powszechnie stosowanymi elementami takimi jak np. bonie, detale architektoniczne balustrad, gzymsy odzielające kondygnacje, czy też wyrazista rama na eksponowanej części budynku. Wszystkie te zabiegi architektoniczne delikatnie przełamują typowy ton deweloperskiej mieszkaniówki, choć trudno tej cechy całkowicie uniknąć. Zwłaszcza projektując na terenie poprzemysłowym, z jego wszystkimi opisanymi powyżej znamionami i refleksjami. A przecież każdy architekt stoi jeszcze przed koniecznością spełnienia zarówno przepisów technicznych dotyczących parametrów budynku, jak również osiągniecia celu nadrzędnego: zapewnienia mieszkańcom komfortu życia – w przestrzeni wokół budynku i wewnątrz lokali.
Na osiedlu Espresso przekonaliśmy się o tym w sposób praktyczny. Wymóg docieplenia ścian klatek schodowych i innych pomieszczeń części podziemnej (przegród dzielących pomieszczenia ogrzewane od nieogrzewanych), bez spowodowania znacznego uszczuplenia ich powierzchni, stanowił w trakcie realizacji inwestycji poważny problem. Efektywne rozwiązania zaproponowała nam firma Isover, która dostarczyła nie tylko odpowiednie produkty, ale wykonała także obliczenia potwierdzające spełnienie wymagań komfortu cieplno-wilgotnościowego i akustycznego. Dzięki temu mogliśmy spełnić wymagania termiczne i ppoż, unikając znacznych zmian, pociągających za sobą ogromne koszty.

Ważnym aspektem było nadanie budynkowi Espresso takiego wyrazu architektonicznego, który byłby zapowiedzią dokonywanych zmian, a przede wszystkim sprawiał wrażenie, że jest to zespół zabudowy, adresowany do tej przestrzeni. Czy zamierzony cel został osiągnięty? Odpowie na to przyszłość i rozpoczynająca się historia tego miejsca. Koniec artykułu

> ewa.widera@archiplandesign.pl


 
Polecamy lekturę Z:A_#38
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.