OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama    
   
 
         
Z:A
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE ZA  |
|_02/2013  ZA

 

Oblicza wolności:
wolny zawód architekta

SZKIC O GENEZIE ORGANIZACJI ARCHITEKTÓW
I ICH HISTORII NA ZIEMIACH POLSKICH DO 1939 ROKU

/// arch. Piotr Michał Glegoła, architekt IARP /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

Marszałek Józef Piłsudski powiedział kiedyś, że „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. Kusi mnie aby sparafrazować ten jakże często używany cytat i słowo „naród” zastąpić naszą, architektoniczną społecznością. Nasuwa mi to bowiem pytanie, czy wystarczająco dbamy o naszą historię jako środowisko i czy mamy ją w wystarczającym stopniu spisaną? Ale też nie o to chodzi czy ta historia została wydana drukiem i spoczywa gdzieś w bibliotece, ale czy ją znamy i czerpiemy z niej wnioski? Ktoś może zapytać: Kogo to właściwie interesuje? Jakie wnioski? Po co? Jest tyle współczesnych problemów, po co odwoływać się do historii, przecież dzisiaj nikt nie ma już na to czasu...
       
Oblicza wolności: wolny zawód architekta
       
       

Ja uważam, że warto! Świadomość historyczna i kulturowa ma przecież istotne znaczenie również dla współczesnych czasów. Przecież mamy czym się pochwalić i mamy z czego być z dumni. Co najciekawsze przyznam się, że szukając materiałów do tego artykułu nieustannie miałem uczucie swoistego déjà vu. Czyżby właśnie nieznajomość naszej historii powodowała, że ciągle dyskutujemy o tym samym?

W tekstach dotyczących naszego środowiska, które ukazały się w prasie 100 czy 80 lat temu, autorzy poruszali tak przerażająco aktualne problemy, jakby pisali swe słowa współcześnie. Zupełnie jakby istniała jakaś równoległa rzeczywistość, w której coś poszło trochę inaczej – czasami lepiej, a czasami gorzej. Dostrzegając tę równoległość odniosłem wrażenie, że wszyscy potrzebujemy takiej retrospektywy. Przeglądu historycznego, który wywoła refleksję, czy aby nie kręcimy się w kółko i czy przypadkiem nie otwieramy drzwi otwartych już dawno albo... usiłujemy otworzyć drzwi, których nie ma sensu otwierać. Wreszcie przeglądu, który wskaże źródła do samodzielnego zapoznania się z historią naszego środowiska ponieważ temat jest tak rozległy, że trudno go naświetlić nawet w tak obszernym artykule.

A przecież wiadomo też, że cały czas powinniśmy się uczyć. Uczyć nie tylko w zakresie naszego zawodu, ale też sztuki dyskusji, działania, walki o swoje prawa jako społeczność czy nawet uczyć się wolności. Zauważę nieskromnie, że przecież jesteśmy elitą elit, a to zobowiązuje. I jesteśmy też bardzo młodym społeczeństwem, w którym edukacja przez elity jest istotnym elementem rozwoju. Wystarczy przypomnieć, że przez ostatnie 240 lat (od pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej Polskiej) byliśmy tylko przez 45 lat prawdziwie wolnym, demokratycznym krajem. Ten okres to 21 lat okresu międzywojennego oraz ostatnie 24 lata, od symbolicznej daty 4 czerwca 1989 roku, kiedy to w powojennej Polsce nastąpiły pierwsze wolne wybory. Może właśnie dlatego te dwa okresy naszej historii, podzielone wojną i PRL-em mają jakąś zawiłą relację. Znowu trzeba było w wielu sprawach zacząć od początku. Skłania mnie to do refleksji, że warto znać początki naszej społeczności architektonicznej aby móc pełniej i w sposób bardziej wartościowy dyskutować i działać dzisiaj.

Nie da się tego zrozumieć bez znajomości tła historycznego
Nie ma sensu abym przytaczał tutaj podręczniki historii, jednak aby zrozumieć dzieje organizacji polskich architektów i ich genezę należy cofnąć się do czasów rozbiorów. Podzielono nas wtedy na trzy nierówne powierzchniowo części. Po Kongresie Wiedeńskim (w 1815 roku) tereny Rzeczpospolitej Polskiej (jako punkt odniesienia przyjmując powierzchnię przed 1772 rokiem) znalazły się wtedy w 82% pod panowaniem Rosji jako niesuwerenne Królestwo Polskie pod panowaniem Cara Mikołaja I, zwane potocznie Kongresówką (z głównym ośrodkiem w Warszawie), w 11% pod panowaniem Austrii (z głównymi ośrodkami w Krakowie i we Lwowie) i w 7% pod panowaniem Prus (z głównym ośrodkiem w Poznaniu).

Ten nierówny podział powierzchniowy, a co za tym idzie nierówny liczebnie podział ludności polskiej, miał też wpływ na intensywność i sposób działań w poszczególnych zaborach. Każdy z tych trzech obszarów zaczął rozwijać się w zupełnie inny sposób, w innych kulturach, w innych sytuacjach gospodarczych, politycznych i ustawodawczych. Różne były też metody i intensywność zabiegów zaborców, aby zlikwidować polską odrębność narodową. Różne były metody, którymi usiłowano pozbawić nas tożsamości – brak możliwości rozwoju polskiego szkolnictwa, piśmiennictwa, prasy, oświaty, przemysłu, handlu, sztuki i architektury. Presja zaborców spowodowała naturalną w narodzie reakcję aby jednak utrzymać odpowiedni poziom środowisk intelektualno-techniczych. Szukano na to sposobu, właśnie poprzez próby powoływania przeróżnych organizacji oraz czasopism, które popularyzowały stan wiedzy i zdobycze intelektualne.

Najbardziej przerażające déjà vu jakiego doświadczyłem
Przykładową ilustracją wyników jakie zaborcy osiągnęli w pozbawianiu polskiego społeczeństwa odpowiedniego wykształcenia, może być spis ludności przeprowadzony w Warszawie w 1882 roku. Wykształcenie elementarne posiadało wtedy 46,1%, średnie 6,5% a wyższe tylko 1,9% mieszkańców, czyli 45,5% warszawiaków było analfabetami. A przecież dane dotyczyły dużego miasta, które miało w 1882 roku ponad 380 tys. mieszkańców. Jak było na terenach wiejskich? Spis poborowych z roku 1899 wykazał, że w niektórych powiatach aż 80% rekrutów nie potrafiło czytać ani pisać [1]. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powstały warunki do intensywnej zmiany tej sytuacji. A efekt był nie tylko sukcesem struktur państwowych, ale też wielu organizacji i stowarzyszeń społecznych (np. Związek Młodej Wsi „Siew” czy Społem). Wiadomo, że razem ze znajomością słowa czytanego otwiera się dostęp do wszelkich publikacji podnoszących poziom potrzeb duchowych, a w tym też potrzeb związanych ze sztuką i z architekturą.

Być może właśnie dlatego już dawno szukano powodów niezadowalającego poziomu architektury polskiej upatrując powodu w (cytuję): „(...) słabo rozwiniętym zmyśle artystycznym naszego społeczeństwa i braku zapotrzebowania w tym kierunku, a co za tym idzie nie docenianiu pracy artysty [aby nie było wątpliwości: chodzi o architekta – przyp. autora] i liche za nią wynagrodzenie. Źle opłacany architekt goniąc za coraz nowszymi pracami przeradza się w rzemieślnika, nie poszukuje oryginalności, korzeni w polskiej architekturze, ale korzysta z dorobku innych, z reguły zagranicznych architektów (...). W konsekwencji (...) posługiwanie się cudzą myślą przechodzi w nałóg, przyzwyczajenie (...)”. Brzmi zadziwiająco współcześnie – Prawda? A przytoczony tutaj tekst [2] ukazał się już w 1907 roku! Znowu déjà vu? Nadmienić jednak należy, że autorzy artykułu wskazywali też na inną jeszcze przyczynę braku odpowiedniego poziomu polskiej architektury. Upatrywali jej w fakcie, że polscy architekci będący absolwentami zagranicznych uczelni architektonicznych (z powodu braku takich w kraju) w sposób oczywisty wzorowali się na przykładach obcych budynków, które widzieli w krajach, gdzie ukończyli edukację. No cóż... Współcześnie cieszymy się z jakichkolwiek przejawów wyższego poziomu polskiej architektury, zapominając często o tym, że niektóre interesujące obiekty wyglądają zadziwiająco podobnie jak w innych krajach Europy. Być może jeszcze za wcześnie mówić obficie o problemie regionalizmu architektury (chociaż takie głosy już były), póki nie mamy w naszym kraju zbyt wielu budynków, które można by w ogóle nazwać architekturą. Ale ten temat wróci – jestem pewien.

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

> napisz do autora: piotr@glegola.com
 
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_02/2013





Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.