OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
 
Portal_Z:A
 
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
| IZBA ARCHITEKTÓW ZA 10 LAT IARP  |
|_04/2012  ZA

 

 

Jesteśmy głównie wyrobnikami
/// wywiad jubileuszowy /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

Z arch. Dariuszem Anisiewiczem, przewodniczącym Świętokrzyskiej OIARP w pierwszej kadencji, aktualnie członkiem Krajowej Komisji Rewizyjnej, rozmawia Sebastian Osowski.
       
Jesteśmy wyrobnikami
       
       
Izba Architektów RP istnieje 10 lat i nadal „zyskuje” niejednorodne opinie w oczach swoich członków. Czy uważa pan izbę za narzędzie pomocne w wykonywaniu zawodu architekta?
> Zdecydowanie tak. Takie jest moje wrażenie. Wiem że opinie są podzielone, ale porównujmy obecną sytuację do tego, co było „przed Izbą”. Trzeba odnosić się do tego, co było faktycznie, a nie do wyobrażeń. Życie nigdy ich nie doścignie. Ja uważam, że jak najbardziej jest to dobry krok, który się stał.


Pozwoli pan że podrążę? Jakie elementy z tych, które Izbie udało się dokonać, mają największą wagę dla uprawiania zawodu?
> Najważniejsza moim zdaniem jest konsolidacja naszego środowiska. Powstało jakieś poczucie wspólnoty. Wcześniej, kiedy uprawnienia uzyskiwało się u wojewody, byliśmy rozproszeni. SARP nas przygarniał, ale fakultatywnie. Natomiast fakt, że wszyscy architekci należą do Izby, to ewidentny pozytyw. Druga kwestia, to ułatwiony dostęp do informacji o tym co się dzieje. Oczywiście jeżeli ktoś chce do tej informacji dotrzeć.

To właściwie dwie podstawowe kwestie. Powinniśmy prowadzić także szkolenia, bo okazało się, że jest zapotrzebowanie, ale ta działalność jeszcze się organizuje. Natomiast dostęp do wiedzy fachowej się poprawia, nawet jeżeli oczekiwania są większe – to samorząd coraz bardziej go ułatwia.
 
       
 



„Mamy swoją rolę i powinniśmy ją czuć.
Jeżeli ktoś uważa, że jesteśmy kimś więcej niż po prostu usługodawcami, to gratuluję. Jesteśmy głównie wyrobnikami, a artystami bywamy tylko od czasu do czasu. I tę proporcję trzeba uszanować. Sztukę tworzymy, gdy trafi nam się dobry inwestor, który nas słucha, albo dobra lokalizacja...
Rzemieślnikiem jest się cały czas.


 
 
       
A kwestia zabierania głosu w roli reprezentacji środowiska? W dyskusjach na przykład legislacyjnych... Kto inny miałby usiąść do stołu z Właściwym Ministrem lub Prezesem Ważnego Urzędu?
> Dokładnie. I ta tożsamość, nie tylko wewnątrzśrodowiskowa, ale także ta postrzegana na zewnątrz, podkreśla że stanowimy grupę odrębną od inżynierów budownictwa. Grupę ważną w procesie projektowania i inwestowania.


Wrócę jeszcze do konsolidacji. Z pewnością następuje ona w gronie osób, które działają aktywnie. Ale czy pana zdaniem – przepraszam za wyrażenie – „szeregowi” członkowie Izby, również mają takie poczucie?
> Tu akurat nie mam złudzeń. Zawsze tak było, że tak zwani „aktywiści” się konsolidowali, spotykali, tworzyli grupy, nawet nieformalne. I to samo jest w Izbie. Izba jest narzędziem, platformą, na której może się to łatwiej odbywać. SARP też miał swój złoty okres, ale mam wrażenie, z całym szacunkiem dla starszej organizacji, że chyba ma go już niestety za sobą.


W takim razie co należy robić, aby podnosić prestiż zawodu architekta, przede wszystkim w lokalnych środowiskach, tam „na dole”.
> Potrzebna jest przede wszystkim praca u podstaw – podobna do tej której efekty już odczuwamy na szczeblach krajowych – że się z nami liczą, że nas dostrzegają, pytają. Ale wymagało to sporo wysiłku i wielokrotnego pukania do drzwi jednego czy drugiego ministra. Podobnie powinno dziać się w naszych środowiskach lokalnych. Tam też musimy się częściej spotykać.

Na przykład u nas w Kielcach spotykamy się „z władzą” chociażby w starostwie, które teraz zajmuje się wydawaniem pozwoleń na budowę. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Nie liczmy, że po jednym spotkaniu już się wszystko zmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I tu jest właśnie ta praca, o którą pan pyta „co trzeba by robić?”. Oczywiście – to wymaga osobistego zaangażowania, co nie zawsze jest łatwe, bo mimo że występujemy na oficjalnych spotkaniach jako przedstawiciele całej organizacji, to jesteśmy równocześnie postrzegani jako indywidualni projektanci. Każdy ma swoje tematy i boryka się z nimi. Trzeba przemóc pewną barierę, aby nie być obecnym tylko w interesie własnym, ale występować w imieniu całej grupy.


Ano tak, zawsze może pojawić się podejrzenie, że aktywność w samorządzie ma na celu uzyskanie własnych korzyści, a nie działanie dla całości środowiska...
> Cóż... każdy zawsze podchodzi przez pryzmat swoich własnych doświadczeń, tu nie ma się czemu dziwić. Ale jeżeli poszczególnemu architektowi będzie łatwiej, to na pewno i całej grupie będzie łatwiej. Oczywiście można w taki przyziemny sposób kojarzyć: poszli załatwić sobie sprawę. Ale nawet jeżeli sobie załatwią, to załatwią również i następnym architektom, którzy będą się borykać z podobnymi problemami.

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_04/2012





Nakład_numeru_wyczerpany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.