Reklama  

 

 

 



       
|  DOŚWIADCZENIA
ZA   |
|_02/2012  ZA

 

Uwolnić Kalego?
To wolność źle rozumiana

 


arch. Andrzej Pawlik

Odpowiadając Koledze Markowi Orłowskiemu na jego polemikę z moim artykułem o deregulacji zawodu architekta, przytoczę cytat charakteryzujący według niego zawartość merytoryczną mojego artykułu: „Dawno nie czytałem czegoś równie demagogicznego i oderwanego od praktycznej wiedzy o życiu”. Być może moja
„praktyczna wiedza o życiu” nie może się równać z wiedzą
Szanownego Adwersarza, ale w ramach tej ubogiej wiedzy zacznę
od opisania dwóch przypadków.

 

Pierwszy, znany w środowisku architektów zrzeszonych w izbie mazowieckiej dotyczy starszego wiekiem kolegi, członka zaprzyjaźnionej izby, który został postawiony przed sądem powszechnym w trybie odpowiedzialności zawodowej. Sprawa była wielowątkowa i skomplikowana, toteż obwiniony szukając profesjonalnej pomocy u zawodowego prawnika trafił do tzw. doradcy prawnego. Z tego sprytnie wymyślonego tytułu łudząco podobnego do radcy prawnego, korzystają obrotni prawnicy bez stosownych uprawnień, działający poza istniejącymi samorządami prawników.

„Fachowa” pomoc wspomnianego doradcy zakończyła się na rozprawie całkowitą kompromitacją i w jej efekcie sąd nie wnikając w szczegóły sprawy zasądził nieszczęśnikowi bardzo wysokie odszkodowanie. Skazany odwołał się wprawdzie od wyroku, ale druga strona czym prędzej uruchomiła procedurę komorniczą, usiłując pozbawić dwoje starszych ludzi mieszkania. Jak się okazało jedną z szans na rewizję wyroku okazała się możliwość dojścia do prawdy przed sądem izbowym – organem naszego samorządu tak mocno ograniczającym wolność Kolegi Orłowskiego.

Takich przykładów nieskutecznej i fatalnej w skutkach pomocy prawnej uzyskiwanej na wolnym rynku usług prawniczych jest coraz więcej.

Drugi przykład dotyczy bezpośrednio uprawianego przez nas zawodu. Coraz częściej zdarzają się przypadki nieprofesjonalnie świadczonych usług przez kolegów bez uprawnień „chowających” się za uprawnieniami najczęściej sędziwych architektów. Do izbowego sądu trafiły nawet sprawy architektów tzw. „podpisywaczy” z przypadkami potwierdzonej medycznie demencji.

Zarówno wspomniani wyżej doradcy prawni, jak i architekci niezrzeszeni w izbach, są w dużym stopniu bezkarni. Pokrzywdzonym Inwestorom, o których interes tak bardzo troszczy się Kolega Orłowski pozostaje długa i kosztowna droga przed sądami powszechnymi.

Zwracam uwagę na fakt, że w przypadku uzyskania prawomocnego orzeczenia sądu izbowego, sąd powszechny w sprawach o odszkodowanie nie bada już sprawy od strony merytorycznej, tylko zajmuje się ustaleniem wysokości roszczenia, wychodząc z założenia, że to właśnie sądy izbowe złożone z architektów są najbardziej kompetentne w ustalaniu ewentualnego zakresu odpowiedzialności zawodowej.

To właśnie ta „niepotrzebna” Izba usiłuje zaradzić narastającemu zjawisku podpisywania projektów przez osoby z uprawnieniami architektom bez uprawnień, czy też konstruktorom z ograniczonymi uprawnieniami – znany Izbie rekordzista ma na koncie podpisanych tysiąc projektów w ciągu roku. Wymigiwanie się od osobistego ponoszenia odpowiedzialności cudzym kosztem jest jedną z konsekwencji źle rozumianego wolnego rynku. Trudno sobie wyobrazić skuteczną walkę z tym szerzącym się procederem architektom pozbawionym samorządu, czego domaga się nasz Kolega.

 

 

Nawiązując do cytowanego przez Autora Adama Smitha pragnę zwrócić uwagę, że był on nie ekonomistą a etykiem opierającym swoją filozoficzną refleksję nie tyle na „niewidzialnej ręce rynku” , co na moralności – „towarze” w silnie zlaicyzowanym i zindywidualizowanym społeczeństwie mocno deficytowym. Dlatego, nowoczesne społeczeństwa szukając mechanizmów zastępujących moralność uniwersalną, wynikającą z wiary w Boga, oparły się na modelu społeczeństwa obywatelskiego, którego jednym z elementów są – wzorem dawnych cechów – samorządy zawodów zaufania publicznego. Mają one za zadanie, korzystając z przekazanego im przez społeczeństwo mandatu, powstrzymywać hedonistyczne i woluntarystyczne tendencje swoich członków, zarówno poprzez możliwość wyciągania konsekwencji dyscyplinarnych za naruszania kodeksów etyki zawodowej, jak też poprzez moralną presję środowiska zawodowego.

„Zwyczajna moralność jest emanacją ludzkiej kondycji człowieka, niezależnej od ról, jakie on spełnia; natomiast moralność zawodowa składa się z tych obowiązków moralnych, które z racji zawodowej roli pełnionej przez daną osobę dochodzą do obowiązków zwykłej moralności” (B. Freedman).

O przestrzeganie tej właśnie zawodowej moralności, tak ważnej w przypadku lekarzy, prawników czy architektów, czyli zawodów zaufania publicznego mają dbać samorządy zawodowe. Odwołując się do Adama Smitha przytacza Kolega Marek Orłowski następujący cytat: „Rzadko się zdarza by spotkanie tego samego zawodu, nawet tylko dla zabawy czy rozrywki, kończyło się inaczej jak zmową przeciw ogółowi lub jakimś układem co do podniesienia cen...”. Ale w wywiadzie udzielonym pismu „Zawód:Architekt” 04/2011 na pytanie: „Czy startujecie Państwo w przetargach publicznych?” odpowiada: „Nie startujemy. Ceny wykonywania dokumentacji projektowej, które się w nich pojawiają są dla nas niezrozumiałe.” Tak więc sam Autor polemiki dostrzega, że tak pożądana przez niego „wolna ręka rynku” paradoksalnie wkręcona jest w tryby tegoż właśnie neoliberalnego rynku.

Od lat Izba Architektów RP toczy nieustanne boje z Urzędem Zamówień Publicznych, aby średni koszt dokumentacji projektowej w przetargach publicznych liczony od kosztów inwestycji nie wynosił jak obecnie w naszym kraju zaledwie około 1,5 %! Nie sądzę, aby bez istnienia samorządu udało się niezorganizowanemu środowisku architektów odnieść sukces w tej walce.

Pisze dalej Autor przeciwny obowiązkowej przynależności do Izby: „Dokonując wyboru projektanta spośród członków Izby inwestor w naturalny sposób akceptowałby również izbowe cenniki, bo przecież dla wszystkich jest oczywiste, że więcej płaci się za nowy samochód markowego salonu niż za niesprawdzone auto z giełdy”. Jest w poglądach Autora polemiki jakaś niekonsekwencja: jeżeli jest On zwolennikiem wolnego rynku, to skąd pomysł izbowych cenników? Na wolnym rynku, według cytowanych przez Niego autorytetów ekonomicznych rację bytu mają wyłącznie ceny umowne.

Zaskakuje też niefortunne, bo negatywnie wartościujące porównanie kolegów, którzy działaliby poza Izbą do „niesprawdzonych aut z giełdy”. Kolega Orłowski akceptuje wyższe honoraria członków Izby od wynagrodzeń osób niezrzeszonych, tym samym opowiadając się za dumpingiem cenowym, zjawiskiem niszczącym tzw. wolność gospodarczą.

Swego czasu Izba Architektów RP podjęła uchwałę o nieuczestniczeniu architektów w przetargach, w których jedynym kryterium jest cena dokumentacji projektowej, czyli takich, w których pracownia Kolegi Orłowskiego nie bierze udziału. Samorząd nasz został za tę inicjatywę ukarany horrendalnym mandatem w imię zasad wolnego rynku tak pożądanego przez Autora.

A przecież Izbie udało się doprowadzić do sytuacji, w której znaczące przetargi na opracowanie dokumentacji projektowej odbywają się w trybie konkursów architektonicznych. Jest szansa na to, że w tym trybie będą przeprowadzane wszystkie przetargi architektoniczne. Czy doprowadzenie do takiego rozstrzygnięcia, jakże ważnego dla architektów, byłoby możliwe przy nieistnieniu lub dużej marginalizacji samorządu zawodowego?
Próba deregulacji zawodów zaufania publicznego wynika ze źle rozumianej polityki kolejnych ekip, którzy rządzenie zamienili ze służby w technikę. Samorządy są niewygodne dla rządzących, bowiem stanowią zorganizowaną siłę. Protest Izby Architektów RP i Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa skierowany do śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego spowodował skierowanie fatalnej ustawy Prawo budowlane do Trybunału Konstytucyjnego. W efekcie TK uznał jej niezgodność z Konstytucją i ustawę odrzucił.

Dopiero uprzedmiotowienie społeczeństwa i jego zatomizowanie pozwala na manipulowanie ludźmi. Kolejną sprawą, o której pisałem w swoich artykułach jest walka z zapisem w procedurach przetargowych, aby ubiegający się o zlecenie architekt posiadający uprawnienia bez ograniczeń nie musiał się wykazać zrealizowanym w ostatnich trzech latach obiektem podobnym do przedmiotu przetargu, co w znaczący sposób ogranicza możliwość pozyskania takiego zlecenia przez znaczną część architektów.

Kolega Orłowski chciałby w ramach deregulacji zawodu wprowadzić nieobowiązkową przynależność do samorządu zawodowego. Czyli grupa architektów zrzeszonych dobrowolnie w Izbie miałaby finansować jej działania i poświęcać swój czas, aby kontestująca samorząd, niezrzeszona grupa architektów mogła w pełni korzystać z wywalczonych dla środowiska korzystnych uregulowań? Muszę przyznać, że jest to oryginalne wyobrażenie o wolnym rynku i bliskie jest moralności zbliżonej do modelu ekonomicznego preferowanego przez Kalego.

 

 

Jak podsumował artykuł Kolegi Marka mój przyjaciel: „jest to nie tyle podcinanie gałęzi na której się siedzi, co próba jazdy na czyichś plecach”. Z przykrością stwierdzam, że do takiej właśnie smutnej konkluzji sprowadza się ten polemiczny artykuł.

Szacunek budzi troska mojego Adwersarza o dobro inwestorów. Należy wszak zwrócić uwagę, że w krajach, w których przynależność do samorządu zawodowego jest nieobowiązkowa, koszt ubezpieczeń projektu zarówno dla takiego architekta jak i inwestora korzystającego z usług „wolnego strzelca” jest nieporównywalnie wyższy od kosztu ubezpieczenia architekta zrzeszonego w izbie. Przy obecnych honorariach architektów oraz potencji finansowej inwestorów takie rozwiązanie wykluczyłoby możliwość pozyskania zleceń przez projektantów funkcjonujących poza samorządem.

Pisze Kolega: „Oczywiście mógłby on (inwestor) skorzystać z usług architekta »zaraz po studiach« (tego specjalisty od szpitali), bo przecież ma on dyplom wyższej uczelni i może być wybitnie uzdolnionym człowiekiem, którego wizja tak go zachwyci, że postanowi z nim pracować świadom ryzyka związanego z brakiem doświadczenia”. Egzamin na uprawnienia nie jest sprawdzianem czyjegoś talentu. Ma za zadanie tylko sprawdzić, czy zdający nadaje się do samodzielnego uprawiania zawodu, czyli czy wie, gdzie szukać przepisów regulujących konkretną problematykę i czy te zapisy rozumie. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, aby tak uzdolniony architekt bez uprawnień podjął współpracę z doświadczonym architektem zachowując w pełni swoją autorską integralność. W ten sposób powstało wiele znanych obiektów na świecie, na które konkursy wygrali młodzi architekci dziś cieszący się powszechnym uznaniem.

Przytoczenie na końcu artykułu kuriozalnego stwierdzenia śp. Krzysztofa Dzierżawskiego ekonomisty – samouka, magistra inżyniera budownictwa (potem na etacie eksperckim w Centrum im. A. Smitha) o spiskowaniu przez SARP i jego agendy przeciwko społeczeństwu przypisuje Szanownego Kolegę do tej części środowiska inżynierów budownictwa i deweloperów, którzy uważają architektów za szkodliwych „misjonarzy” przekonanych o konieczności zachowania sensu w kształtowaniu publicznej przestrzeni. To architekci (jak widać nie wszyscy) usiłują pohamować śmiałość i sprawność „niewidzialnej ręki rynku” i nie chcą się przyłączyć do chóru wyśpiewującego „chwałę zysku”.

Chodzi o ten sam „spiskujący przeciw społeczeństwu”, zatem w istocie przestępczy SARP, któremu p. Marek Orłowski dziękuje w przywołanym wcześniej wywiadzie za rzetelne przygotowanie warunków konkursu umożliwiające właściwą realizację basenu w Szczecinie.

A co do cytowanego przez Autora Miltona Fridmana: pod koniec swego życia dostrzegając symptomy kryzysu kapitalizmu w wersji neoliberalnej zrewidował on część swoich skrajnych poglądów i dopuścił stosowanie różnych form ograniczających i kontrolujących swobody gospodarcze.

Na marginesie jeszcze jedna uwaga: nic nie można poradzić jeżeli ktoś pozbawiony jest poczucia humoru i nawet anegdotę (mój, jak to nazwał Kolega bon mot) traktuje ze śmiertelną powagą. No cóż, zdarzają się ludzie, którzy nawet dowcipy poddają gruntownej i surowej analizie dochodząc do wniosku, że sugerują one na poważnie, że na przykład blondynki są kretynkami.

Kończąc, chciałbym podziękować Szanownemu Koledze za podjętą polemikę w żywo interesującej środowisko sprawie deregulacji naszego zawodu. Zmusza on bowiem architektów do opowiedzenia się za którąś z przedstawionych opcji.

 


 

Zapraszamy do bezpłatnego pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 

 

 


Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.