Reklama  

 

 

 



       
|  FELIETON
ZA   |
|_03/2011  ZA

 

Można się przyzwyczaić

KOMPLEKS FEDERATION SQUARE W MELBOURNE | Fot. David Simmonds

 


prof. Wojciech Zabłocki


Kiedy w 1956 roku jako zawodnik byłem w Melbourne na XVI Igrzyskach Olimpijskich, miasto choć rozległe, wyglądało zaściankowo. Główną arenę olimpijską stanowił stadion krykieta, rozbudowany do 100 tysięcy miejsc. Jedynym godnym uwagi obiektem olimpijskim była nowa kryta pływalnia.

Historyzująca architektura publicznych gmachów tonęła w morzu chaotycznie rozmieszczonych budynków bez żadnego wyrazu, a rozległe przedmieścia, tego 1,5 milionowego wówczas miasta, zasypano podobnymi do siebie drewnianymi domkami. Najmilsza rozrywka, którą po zawodach oferowała mi znajoma rodzina, to... nauka gry w krykieta, bo widowisk kulturalnych było wtedy jak na lekarstwo.

Po raz drugi odwiedziłem antypody dopiero w 2000 roku, z okazji Igrzysk Olimpijskich w Sydney i to dwukrotnie: raz w czasie zawodów, drugi raz po Igrzyskach, w międzynarodowym towarzystwie architektów. Miasto prezentowało się wspaniale, architektura centrum nie ustępowała najlepszym wzorom międzynarodowym, a obiekty olimpijskie w Homebush Bay były godne podziwu. Klejnot Australii, opera nad brzegami zatoki, stała się obok bumerangu, Aborygenów i kangura symbolem kraju. Ciekawiło mnie, jak po tylu latach zmieniło się poczciwe Melbourne.

W 2006 roku Australijczycy zorganizowali w Melbourne uroczystości, związane z 50. rocznicą Igrzysk, a Towarzystwo Olimpijczyków zaprosiło na nie byłych uczestników, między innymi mnie. I jak należało się spodziewać, zobaczyłem już inne miasto, w moim odczuciu bardziej „australijskie” niż Sydney. W całym centrum, które można przejść szybkim marszem w ciągu niecałej godziny z jednego końca na drugi, ruch kołowy ograniczony był do minimum. Licznie przybywający tam urzędnicy maszerowali energicznie do pracy z dobrze rozmieszczonych dworców kolejowych. Specjalne bezkolizyjne ścieżki piesze należałoby raczej nazwać biegowymi, ze względu na rodzaj użytkowania. W czasie weekendów życie publiczne toczyło się w nowych wspaniałych centrach sportowych, a trybuny obiektów widowiskowych zapełniały się żywiołowo reagującą publicznością. Ilość posągów znanych sportowców można porównać tylko do Gaju Altis w starożytnej Olimpii. Ponieważ, jak mi mówiono istnieje rywalizacja między miastami Sydney i Melbourne, to ostatnie, oprócz tradycyjnego sportu, postanowiło postawić na kulturę. W dotychczasowym, klasycznym muzeum udało się zgromadzić stosunkowo niewielką, ale reprezentacyjną kolekcję sztuki europejskiej, a w nowym ekstrawaganckim budynku wielce ciekawą i inspirującą sztukę Aborygenów.

Jednak Melbourne nie mogło się poszczycić żadnym pomnikiem architektury na miarę opery w Sydney i władze miasta postanowiły temu zaradzić, organizując konkurs architektoniczny na rozwiązanie Placu Konfederacji. Ponieważ spiritus movens wyboru projektu Utzona był przewodniczący sądu konkursowego na projekt opery, sławny architekt Eero Saarinen, na przewodniczącego sądu w Melbourne wybrano „starchitekta” Daniela Liebeskinda. Nieoficjalnie mówiono, że to on przyczynił się do wyboru kontrowersyjnego projektu autorstwa Lab Architecture Studio. Kompleks Federation Square, ukończony w 2002 roku, obejmuje dwa kina, centrum turystyczne, amfiteatr BMW, wielkie atrium, muzeum, hotel, budynki radia i telewizji, a także restauracje i bary.

Wszystkie te obiekty zaprojektowane zostały w duchu dekonstruktywizmu, który przejawia się w agresywnych, skośnych podziałach płaskich, prostopadłościennych elewacji. Podziały te, podkreślone różnymi kolorami kamiennych lub stalowych okładzin, sąsiadują z przeszklonymi ścianami, przesłoniętymi pajęczyną stalowego rusztu o najdziwniejszych trójkątnych kombinacjach. Pijąc kawę na Placu Konfederacji, otoczony orgią trójkątów, czułem się nieswojo, mimo, że widziałem wiele dziwnej architektury i sam nie jestem minimalistą. Jeden taki budynek – myślę – jest w porządku. Da się lubić. Ale tyle dookoła? Bezwiednie zatęskniłem za greckimi porządkami. Dopiłem kawę i wszedłem do budynku radia, gdzie miałem udzielić wywiadu w polskiej rozgłośni SBS. Były to stosunkowo niewielkie pomieszczenia, ale wyobraźcie sobie tam te trójkątne okna! Jak się wam tutaj pracuje? – zapytałem. – Wie pan, z początku było trudno. Ale w końcu można się przyzwyczaić...


AMFITEATR BMW, JEDEN Z OBIEKTÓW ZLOKALIZOWANYCH PRZY FED SQUARE | Fot. Ian McKenzie

 

 

Zapraszamy do bezpłatnego pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 

 

 


Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.