Reklama  

 

 

 



       
|  BIZNES
ZA   |
|_03/2011  ZA

 

Architekci w dobie kryzysu

WIEŻE BANKÓW ROZŚWIETLONE NOCĄ. MY MAMY KRYZYS... ONE STOJĄ. | Fot. Edyta Salamonowicz

 


arch. Michał Salamonowicz


Przez wieki architekci przemierzali Europę w poszukiwaniu zleceń, chwały i sławy. Tworzyli wspaniałe dzieła na chlubę swoich mecenasów. Bywało, że zlecenie trwało dłużej niż czas ich życia i kontynuowane było przez następców. Czasami architekci dożywotnio tworzyli dla jednego inwestora, pozostając w jego służbie i na jego utrzymaniu. W obecnych czasach sytuacja z pozoru niewiele się zmieniła. Wielu z nas marzy o lukratywnych zleceniach, realizując projekty z regionu, całego kraju, ze świata, niezależnie od geograficznej lokalizacji biura.

Na początku nic nie zapowiadało zbliżającego się kryzysu. Problemy finansowe niektórych banków i niepokoje analityków wydawały się odległe. Niewiele później kryzys finansowy rozlał się na różne gałęzie gospodarki, które sparaliżował brakiem przepływu gotówki na dokończenie istniejących i podejmowanie nowych inwestycji. Szczególnie dotkliwie odcisnął swoje piętno na branży budowlanej i architektach. Inwestorzy, deweloperzy, wykonawcy zmuszeni zostali do cięcia kosztów, podobnie jak inni uczestnicy procesu budowlanego.

Niektóre rządy zamroziły inwestycje publiczne, inne podjęły drastyczne redukcje. Dotacje europejskie okazały się skromniejsze. Cięcia spowodowały, iż biura projektowe stanęły przed wyborem braku zleceń lub pracy za niższą stawkę, czyli być albo nie być. Wielu z nas straciło pracę, ograniczyło godziny, spadły wynagrodzenia w branży. Gdy sygnały o polepszeniu stanu gospodarki zaczęły być wyraźniejsze – sytuacja w Afryce i kataklizm w Japonii ostudziły nieco nadzieje na szybką poprawę. Dorzuciły kolejny bagaż nieszczęść. Życie w systemie globalnym powoduje, iż wydarzenia na jednym końcu świata, mogą mieć trudne do wytłumaczenia skutki w drugim. Niewątpliwie nastały „chude czasy”.

Oczekiwania, fakty i praca
Pewnego ranka wchodząc do firmy zauważyłem dwóch dyrektorów dyskutujących o czymś bardzo intensywnie. Byłem spokojny, nasza firma dobrze stała, mieliśmy kontrakty na kilka lat naprzód – zlecenia prywatne, państwowe, z różnych fundacji. Projekty od mieszkaniówki po budynki zaawansowanych technologii, tak więc nie ograniczaliśmy się do jednego sektora. Prowadziliśmy rekrutację ponieważ był to idealny moment na pozyskanie doświadczonych specjalistów za rozsądne pieniądze. Teraz był okres pracodawcy, a nie, jak kilka miesięcy wcześniej, pracownika.

W czasie jednej z rozmów rekrutacyjnych aplikująca osoba zażądała samochodu, wysokiej pensji i zwrotu kosztów dojazdu do pracy. Dyrektorzy roześmiali się stwierdzając, iż spóźniła się o kilka miesięcy. Obecnie w pakiecie była pensja, emerytura i procent od przyniesionych zleceń. Kilka miesięcy później rynek podyktował jeszcze surowsze warunki. Teraz dla pracownika liczyło sie zatrudnienie chociaż na kilka miesięcy, a nawet tygodni. Wynagrodzenia spadły, wiele firm przeszło na niepełny wymiar godzin by zredukować koszty. Świadczenia dodatkowe pracowników zostały zamrożone, tak samo jak wynagrodzenia za nadgodziny. Kwestia nadgodzin zawsze była sprawą dyskusyjną, bowiem znaczna część architektów uważa, że nadgodziny powodują zmęczenie pracownika i obniżają zyski, a także oznaczają złe planowanie wykonania prac.

W trudnej sytuacji ze względu na brak etatów znaleźli się również studenci. Część z nich zmuszona była do odbycia swoich rocznych praktyk za symboliczne wynagrodzenie, a niektórzy stanęli w obliczu wyboru: albo praca za darmo i wpisane praktyki oraz powrót na studia, albo siedzenie w domu i oczekiwanie na lepsze czasy. Sytuacja stała się na tyle trudna, iż Royal Institute of British Architects (RIBA) ogłosiła zmianę kryteriów jakim mają sprostać zrzeszone w tej organizacji pracownie określając minimalne stawki za wykonywaną przez studentów pracę na poczet wymaganych praktyk rocznych i tych po ukończeniu drugiego etapu studiów.

Innym sygnałem zmiany koniunktury była sytuacja niektórych pism fachowych subsydiowanych z różnych źródeł, które architekci z uprawnieniami mogli nieodpłatnie zaprenumerować. Spadek wpływu z reklam dotyczących pracy i produktów spowodował, iż wydania zaczęły ukazywać się w wersjach elektronicznych, a następnie tylko za opłatą po uprzedniej rejestracji. Kolejno większość portali dotyczących prasy fachowej podjęła podobne kroki ograniczając dostęp do swoich serwisów i dzieląc je na część płatną i bezpłatną.

RIBA w lutym 2009 zatwierdziła program mający za zadanie monitorować stan branży architektonicznej w Zjednoczonym Królestwie. Po ciężkich i trudnych 12 miesiącach, na początku roku 2010, w ankietach przeważały mieszane odczucia: optymizm wśród małych i średnich firm (głównie dzięki zleceniom indywidualnym dla szerokiej gamy inwestorów), natomiast duże pracownie wykazywały mniej zadowolenia z sytuacji (zwłaszcza za sprawą braku zleceń publicznych oraz cięć budżetowych). Jeżeli chodzi o zatrudnienie to spadało ono nadal, jednak osoby zatrudnione nie mogły liczyć na brak zajęć.

Początek 2011 roku nie przyniósł wielkich zmian. Wprawdzie pracownie zajmujące się mieszkaniówką dla klientów indywidualnych oczekiwały wzrostu zleceń, jednakże tylko 5% biur działających w sektorze publicznym liczyło na wzrost prac projektowych w stosunku do 7% z grudnia roku ubiegłego. Należy zaznaczyć iż w tym samym czasie 31% z tych firm projektowych przygotowywała się na spadek ilości zamówień, wobec 35% z grudnia 2010. Firmy specjalizujące się w projektach usługowych wykazały 2% spadek oczekiwań na wzrost zamówień wobec grudnia, kiedy poziom wynosił 19%. Zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin dotknęło 29% ogółu badanych zatrudnionych architektów i nie uległo zmianie od trzech miesięcy. Badani architekci przyznali iż widzą oznaki systematycznej poprawy i czasowego zatrudnienia w pełnym wymiarze. Najgorzej sytuacja przedstawiała się w Irlandii Północnej na skutek zapaści Irlandii Południowej i dużego uzależnienia od sektora publicznego.

Z najnowszej ankiety RIBA (luty 2011) wynika, że pracownie architektoniczne wykazują rosnące zaufanie co do swojej przyszłości, perspektyw na nowe zlecenia. Poziom zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin wzrósł o 3% i wynosił 75%. Blisko jedna trzecia firm spodziewała się wzrostu ilości zleceń, natomiast 25% oczekiwało spadku. Pracownie zajmujące się architekturą mieszkaniową dla inwestorów indywidualnych przejawiały mieszane nastroje. Wśród biur realizujących projekty publiczne wzrostu zamówień oczekiwało 10%, natomiast 33% spodziewało się spadku. Jeżeli chodzi o firmy zajmujące się architekturą usługową to 22% z nich miało nadzieję na wzrost zamówień a 18% spodziewało się ich dalszego ograniczania. Liczba architektów zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin spadła z 29% do 25%. Nadal najbardziej dotkniętym recesją rejonem był Irlandia Północna. Wiele biur rozważało pozyskanie zleceń poza granicami kraju, w celu uniezależnienia się od rynku krajowego. Zaznaczyć należy, iż projekty z zagranicy stanowiły tylko 3% w porównaniu do 9% z roku 2009.

Pod koniec marca RIBA pozytywnie przyjęła nowo ogłoszony budżet, dostrzegając w nim nowe możliwości dla architektów związane z projektowaniem zrównoważonym.

W oczach analityków z wysp rynek polski wydaje się być stabilny, chociaż wskazują na spadek w budownictwie usługowym i mieszkaniowym. Jako jedną z niedogodności zaznaczają decydujące kryterium ceny w rozstrzygnięciach przetargowych.

Tak sytuację opisują raporty. W życiu codziennym każdy przypadek jest inny. Różne biura – te znane i te nieznane, wielkie i małe, przyjęły swoje osobiste strategie i sposoby by przetrwać ciężki okres.

Dalsza część artykułu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_03/2011


 

 

Zapraszamy do bezpłatnego pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 

 

 


Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.