Reklama  

 

 

 



       
|  RING Z:A
ZA   |
|_05/2010  ZA

 

AAA architekt taniej!
czyli ring wolny w sprawie kryterium ceny

 

Wprowadzając „Ring” jako stałą rubrykę Z:A zamierzamy poruszać tematy trudne, kontrowersyjne, niejednoznaczne. Zapraszając do dyskusji o kryterium ceny w usługach projektowych zdajemy sobie sprawę jak wiele jest spojrzeń na pojęcia zasad wolnego rynku, optymalizacji cen, kryteriów wyboru ofert, interesu inwestora i interesu społecznego... Tyle redakcja. Reszta w autorskich głosach tych, którzy podjęli wyzwanie. Gong. Pierwsze starcie.

 


Ryszard Gruda, architekt
Przewodniczący Krajowego Sądu Dyscyplinarnego IARP
zawodowo: własna praktyka projektowa i doradztwo inwestycyjne, były wiceprezydent Gdańska

Zaniżanie cen usług projektowych o charakterze dumpingowym jest dzisiaj faktem, faktem wyniszczającym nasze środowisko zawodowe, jak również negatywnie oddziałującym na jakość realizowanej architektury.
Ujawniony we wrześniu 2008 roku kryzys na rynkach finansowych w USA wpłynął poprzez Unię Europejską na sytuację w Polsce. Banki np. zamroziły na pewien czas kredytowanie budownictwa mieszkaniowego, spadła sprzedaż mieszkań, a więc również dochody deweloperów. Pojawiły się cięcia budżetowe w wykonawstwie, a w konsekwencji adekwatnie spadły honoraria projektantów. Jesteśmy dzisiaj skazani na współpracę z biedniejszym i ostrożniejszym deweloperem (dobrze, że nie upadłym), ale czy to musi oznaczać zgodę na tak drastyczne ograniczanie wpływów za prace projektowe? Pracownie wegetują i wiele z nich musi zapomnieć o jakimkolwiek rozwoju materialnym i intelektualnym.

Ktoś słusznie powiedział, że usługa wykonana za złotówkę jest warta złotówkę i nic więcej. Nie dopuszczam jednak myśli, że za taką ceną mogą się kryć zachowania nieetyczne w trakcie opracowywania dokumentacji budowlano-wykonawczej czy pełnienia nadzoru autorskiego.

Architekci nie powinni brać udziału w konkursach realizacyjnych, w których zmuszeni są walczyć między sobą poprzez zgłaszanie jak najniższej ceny i jak najkrótszego (często nierealnego) terminu wykonania projektu wraz z uzyskaniem decyzji o pozwoleniu na budowę.

Szczególnie cenę projektu, jako procentową pochodną wartości inwestycji w zależności od jej wielkości i złożoności powinien zaproponować sam inwestor-zamawiający w warunkach konkursowych.
Reguluje te kwestie Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 18 maja 2004 roku (którego bazą jest cennik SARP-owski),a pojawiające się pozytywne przykłady jego stosowania przez podmioty publiczne potwierdzają słuszność takiej drogi postępowania. Pozwala ona skupić się architektom na twórczej rywalizacji mającej na celu osiągnięcie optymalnego wyniku dla wszystkich zainteresowanych stron, jakim jest w szerokim tego słowa znaczeniu dobra architektura.

 


Waldemar Jasiewicz, architekt
Sekretarz Krajowej Rady Izby Architektów RP
zawodowo: własna pracownia projektowa ze specjalnością rzeczoznawstwa budowlanego

Wielu inwestorom wykonywanie zawodu architekta kojarzy się tylko z postawieniem kilku „kresek”, za które nie warto płacić za dużych pieniędzy. Dla ścisłości: nie do końca za ten stan rzeczy odpowiedzialność ponoszą tylko inwestorzy. Niektórzy architekci sami do perfekcji opanowali sztukę autodestrukcji ekonomicznej.

A wystarczyłoby, jeżeli nie dysponuje się profesjonalnymi materiałami do szacowania prac projektowych, wykonać najprostszą z możliwych kalkulacji zleconej pracy. Należy obliczyć, ile osób ze strony architekta będzie pracować nad zamówieniem części architektonicznej, porównać to z minimalnym czasem potrzebnym na wykonanie projektu i przemnożyć to przez przeciętne miesięczne wynagrodzenie projektanta (co najmniej X krotne średnie wynagrodzenie w kraju). Do pełnej kalkulacji należy dodać inne elementy cenotwórcze, takie jak:
- koszty projektów branżowych, które są nieodłączną częścią składową wszelkich opracowań projektowych. Kompletna dokumentacja projektowa składa się nie tylko z projektu architektonicznego, o czym przeważnie inwestor domu jednorodzinnego najczęściej nie ma pojęcia.
- koszty pracowni architekta - w skład tych kosztów wchodzą nie tylko wynagrodzenia i ubezpieczenie społeczne pracowników, lecz również amortyzacja profesjonalnych komputerów, oprogramowania licencyjnego, urządzeń peryferyjnych, oraz koszty związane z prowadzeniem każdej działalności gospodarczej, jak czynsz, energia, telefony, paliwo etc. Dla ułatwienia wstępnych kalkulacji podać można, że wystąpi tu narzut, w stosunku do wcześniej podanych kosztów wynagrodzeń wszystkich projektantów, w granicach 30 – 40%.
- zysk - ostatni element cenotwórczy. Nawet najmniejsza pracownia architektoniczna jest... przedsiębiorstwem.

O powyższym elementarzu zapominają nawet doświadczeni architekci. A warto czasem dla samych siebie zrobić ćwiczenie z wykonaniem porządnej wyceny. Wcześniej czy później rutyna w tej materii zemści się przy większych zleceniach i bezwzględnym inwestorze.

 


Jerzy Grochulski, architekt
Prezes SARP, członek Izby Architektów RP
zawodowo: własna praktyka projektowa, nauczyciel akademicki Wydziału Architektury PW

Materialna wartość dzieła architektonicznego, podobnie jak każdego przejawu intelektualnej działalności twórczej, jest niezwykle trudno mierzalna. Ceny projektów częstokroć są wynikiem długotrwałych i nieraz niezwykle trudnych negocjacji z zamawiającym, który dodatkowo w bardzo wielu wypadkach odrzuca proponowane wyceny prac projektowych budowane w oparciu o funkcjonujące na rynku „cenniki”. Myślę, że każda z pracowni może wskazać takie negocjacje, które w swym finale zbliżyły uzgodnioną cenę projektu do oczekiwań autorów i takie, w których cena ta jest zauważalnie niższa. Z powyższego płynie wniosek o wysokim prawdopodobieństwie nieadekwatności ceny za projekty architektoniczne w relacji do wartości pracy pracowni projektowych (rozumianej tu jako kreacji o wysokim poziomie). Pamiętać jednak należy o tym, że na szczęście są pracownie, które w wypadku drastycznej rozbieżności oczekiwanej zapłaty i oferty zamawiającego, po prostu rezygnują z kontraktu. Sytuacji tej nie można jednak uznać za powszechną.

Praktyka zgody na aprobatę ceny niższej o 25 % od wyceny „cennikowej” jest dla mnie przejawem stosowania cen dumpingowych.

Niestety ze zjawiskiem sprzedaży usług projektowych po cenach niższych od kosztów ich wytworzenia mamy w kraju do czynienia dość często, a zwykle miejscem jego występowania są procedury zamówień publicznych z dominującym kryterium ceny.

Autorzy dumpingujący cenę zapominają (bądź nie chcą pamiętać), że wartość projektu powiększona o oczywiste koszty jego „wytworzenia” dopiero stanowi rynkową wartość usługi w zakresie projektowania architektonicznego. Pominięcie tego faktu prowadzi do oczywistego obniżenia standardów jakościowych projektów, w konsekwencji jakości architektonicznej budynków, zagraża interesowi publicznemu i zwykle interesowi klienta oraz samych architektów. Nie pozwala na prowadzenie koniecznego ustawicznego kształcenia zawodowego, co z kolei nakręca spiralę obniżania poziomu następnych prac projektowych, jest więc zjawiskiem ze wszech miar złym.

Opisane powyżej niekorzystne zjawisko może być ograniczane, a nawet całkowicie eliminowane, przez wprowadzenie nowych regulacji prawnych, zmianę zapisów Ustawy Prawo Zamówień Publicznych w taki sposób, by system zamówień na prace projektowe wprowadzając kryterium jakościowe w procedurę wyboru autorów zlecanych opracowań (wprawdzie trudno mierzalne, ale jednak, co potwierdzają procedury dobrze przeprowadzonych konkursów architektonicznych, możliwe do zastosowania), w sposób jednoznaczny gwarantowałby adekwatność wysokości zapłaty za takie dobre opracowania, do ich rzeczywistej jakości.

Niedotrzymywanie tych reguł w konsekwencji generuje sytuację konieczności skracania czasu pracy nad projektem, posługiwania się rozwiązaniami „rutynowymi”, wykorzystywania do wykonania opracowań „tańszych”, zatem zwykle gorszych zespołów branżowych. I chociaż tak wykonane opracowania mają szansę uzyskania pozwoleń na budowę, to jednak ich jakość zwykle nie przydaje przestrzeni nowych wartości, a często naraża przyszłych użytkowników na wyższe koszty eksploatacyjne, nie mówiąc już o różnych ograniczeniach w prawidłowym funkcjonalnym układzie tak projektowanych budynków, czy struktur przestrzennych (problem w równym stopniu dotyczy projektów „w skalach urbanistycznych”).

Wielość nieprawidłowości tych relacji jest niestety widoczna w przestrzeniach naszych miast i wsi. Ich specyfikowanie nie jest tu konieczne, bo byłby to esej o często spotykanym wokół nieładzie przestrzennym i brakach w funkcjonalnej organizacji układów zurbanizowanych, czy samych obiektów architektonicznych. Ważniejsze wydaje się tu działanie w zakresie edukacji naszych klientów – tych instytucjonalnych, ale i indywidualnych. Powszechnie znana prawda, że coś, co jest rzeczywiście wartościowe, musi kosztować (oczywiście tak, by cena była adekwatna do tej wartości) powinna być w tych rozważaniach przyjęta za aksjomat. Warto też przeprowadzić pogłębioną analizę ekonomiczną rzeczywistych nakładów finansowych na funkcjonowanie obiektu zrealizowanego na podstawie „dobrego” i „złego” projektu i zrobić to nie z perspektywy samej ceny projektu i jego realizacji, ale z perspektywy tych cen konfrontowanych z kosztami eksploatacji i widzianych z perspektywy realnego zaspokojenia oczekiwań funkcjonalnych, tak by dodatkowe koszty zaspokojenia tych niezrealizowanych w „tanim” projekcie były wzięte pod uwagę w postulowanej analizie.

Głęboko wierzę, że rzetelność postulowanych sprawdzeń nie tylko potwierdzi wcześniej przedstawione tezy, ale będzie też poparciem dla rozumienia zawodu architekta widzianego jako zawód zaufania publicznego. Profesji, która realizowana z pełną odpowiedzialnością zawodową, domaga się też sprawiedliwego honorowania, pozwalającego w sposób godziwy wypełniać zawodową misję wobec czy to indywidualnego klienta, czy inwestora publicznego.

 


Dariusz Anisiewicz, architekt
Członek Krajowej Komisji Rewizyjnej IARP
zawodowo: specjalista ds. planistycznych i administracyjnych dużej inwestycyjnej spółki giełdowej

Losy zawodowe pokierowały mnie tak, że pracuję obecnie po stronie Inwestora – Zamawiającego. To spowodowało, że na umowę o prace projektowe patrzę z trochę innej perspektywy. Chciałbym zwrócić uwagę na jeden z paradoksów, jaki pojawia się gdy przyjmuje się zasadę wyliczania wartości prac projektowych, jako procent wartości inwestycji. Paradoks wynika z faktu, że Inwestor – niezależne od tego jak jest bogaty, a może nawet ten bogatszy bardziej – zawsze będzie zwracał uwagę na koszty przedsięwzięcia i oczywiście dążył do ich obniżania. Rola Projektanta w obniżaniu tych kosztów jest kluczowa.

Jeżeli na samym wstępie w umowie założy się wartość Inwestycji i ustali określony procent od tej wartości jako wynagrodzenie Projektanta, to pracując nad projektem Projektant nie będzie zainteresowany obniżaniem ostatecznych kosztów inwestycji, gdyż może to w rezultacie doprowadzić do proporcjonalnego zmniejszenia jego gaży.

Jak już wspomniałem – jednym z głównych celów Inwestora jest optymalizacja kosztów realizacyjnych, w konsekwencji obniżających wartość inwestycji. Ale taka optymalizacja kosztów wymaga z kolei od Projektanta większego zaangażowania, czyli zwiększonych nakładów pracy, a co za tym idzie większego wynagrodzenia. I koło się zamyka.

Z drugiej zaś strony Zamawiający byłby skłonny zapłacić nawet więcej za projekt, jeżeli dzięki temu zyska gwarancję, że koszty inwestycji zostaną obniżone czy wręcz znacząco zredukowane. Według mnie ten przykład unaocznia odwieczną prawdę, że nigdy nie uzyska się rozwiązania doskonałego. W tym przypadku możemy jedynie zbliżać się do założonego celu. Nie można zapominać, że w umowie są zawsze co najmniej dwie strony.

 

 

Zapraszamy do bezpłatnego pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 

 

 


Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.